W LITERATURZE POLSKIEJ XX I XXI WIEKU

universitas www.universitas.com.pl 9 788 324 21 682 6 www.universitas.com.pl Książka zawiera teksty dyskutowane na drugiej konferencji zorganizowa...
12 downloads 4 Views 2MB Size
universitas

www.universitas.com.pl

9 788 324 21 682 6

www.universitas.com.pl

Książka zawiera teksty dyskutowane na drugiej konferencji zorganizowanej przez Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych oraz Pracownię Antropologicznych Problemów Literatury Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie w dniach 5-6 maja 2011 roku. Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku to drugi tom serii wydawniczej ukazującej się pod patronatem Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych.

NARRACJE MIGRACYJNE W LITERATURZE POLSKIEJ XX I XXI WIEKU

49,00 zł z VAT

www.universitas.com.pl

Narracje migracyjne pozwalają dokonać transgresji, wykroczyć poza wzory opowiadania wypracowane wcześniej przez kulturę do opisu miejsc, które już zostały opuszczone. Przełamują ograniczenia tych wzorów i podejmują próbę dokonania „przekładu kulturowego”, wytwarzającą nowe wzory komunikacyjne dla doznań nieprzepracowanych w świadomości zbiorowej wspólnoty, z którą migrujący czuje się związany. Taki „przekład” podkreśla sprawczą rolę języka w kreowaniu tożsamości hybrydycznego podmiotu i miejsca (opuszczonego/wybranego/oswajanego/wyobrażanego), wymaga też nowych kategorii badawczych.

ISBN 97883-242-1682-6

Tom 2 universitas poleca

Migracja stanowi jedno z najważniejszych doświadczeń egzystencjalnych człowieka XX i XXI wieku. Narracja migracyjna to opowieść i o przemianach tożsamości jej podmiotu, i o zawłaszczaniu/oswajaniu miejsc zagospodarowanych wcześniej przez Innych, i o warunkach powstania tejże narracji. Wykazuje cechy performatywne, bowiem na swój sposób „przetwarza” miejsca oraz ludzi wchodzących z nimi w interakcje.

NARRACJE MIGRACYJNE W LITERATURZE POLSKIEJ XX I XXI WIEKU

universitas poleca

Tom 2

Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych

ISBN 97883-242-1574-4

Spis treści Hanna Gosk, Wprowadzenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1V7

I. Kategorie. Translacje. Reinterpretacje

Dorota Kołodziejczyk, Meta-fory, trans-lacje, hybrydy: tropy migracji w literaturze postkolonialnej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Małgorzata Czermińska, Kategoria miejsca autobiograficznego w literaturze doby migracji .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Ewa Paczoska, Polska narracja migracyjna na nowy wiek. „Pan Balcer w Brazylii” Marii Konopnickiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Paweł Zajas, Literackie emigracje do Afryki Południowej. Egzotyka z bagażem narodowej historii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dorota Kozicka, „My zdies’ emigranty”? Polski intelektualista w „podróży służbowej” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dorota Wojda, Wędrówka jako performans. Witolda Gombrowicza „błądzenie po peryferiach”.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

115 141 157 171 189 107

II. Migracje animowane doœwiadczeniem II wojny œwiatowej

Józef Olejniczak, Migracje Stanisława Vincenza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129 Andrzej S. Kowalczyk, Historia – Geografia – Migrowanie. Przypadek Stanisława Swianiewicza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 139 Andrzej Zieniewicz, Nieepicka perspektywa ofiary. „Wielki strach” Juliana Stryjkowskiego jako opowieść o wygnaniu . . . . . . . . . 149

III. Narracje przesiedleñcze/osiedleñcze

Bogusław Bakuła, Miedzy wygnaniem a kolonizacją. O kilku odmianach polskiej powieści migracyjnej w XX wieku (na skromnym tle porównawczym). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 161 Hanna Gosk, Nie-mieszkańcy, nie-miejsca. Literackie ślady powojennego osadzania się „gdzieś” ludzi „skądś”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 Inga Iwasiów, Hipoteza literatury neo-post-osiedleńczej.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209

IV. Migracje ¿ydowskie

Alina Molisak, Literackie ślady żydowskich migracji pierwszej połowy XX wieku .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 227 Anna Artwińska, Miejsca. O przestrzeni w twórczości Ewy Kuryluk . . . . . . . . . 241 Marta Cuber, Zawroty wspomnień w prozie Anny Frajlich . . . . . . . . . . . . . . . . . 259

V. Doœwiadczenia migracyjne kobiet

Zofia Mitosek, Anna i Maria – korzenie i skrzydła. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Ewa Kraskowska, Ludzie w ruchu. Turyści, tułacze i przesiedleńcy w pisarstwie Anny Kowalskiej. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bożena Karwowska, Ślady Innego (swojego i obcego) w literackiej opowieści powojennych emigrantek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Tatiana Czerska, Od zakorzenienia do nomadyzmu: Doświadczenie migracji w kobiecych narracjach osobistych . . . . . . . . . . . . . .

273 283 303 321

VI. Przestrzenie

Wojciech Browarny, Wrocław-niby-Warszawa. Topos wrocławskiej tożsamości w literaturze powojennej (rekonesans).. . . . . . 339 Ilona Copik, Miasto podróżników, miasto pomieszanych języków. Literackie Gliwice Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera i Henryka Wańka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 361 Tomasz Wójcik, Puste miejsce, znacząca nieobecność. Mazowsze w literaturze ostatnich dekad.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 379 Noty o autorach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 385 Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 393

Hanna Gosk

Wprowadzenie

M

igracja to zmiana o istotnych, pozostawiających ślady konsekwencjach zarówno dla podmiotu, którego dotyczy, jak i miejsc przezeń opuszczanych, branych w posiadanie, stanowiących obiekt pracy wyobraźni, tęsknoty. Migracja łączy się z ruchem, przemieszczeniem oraz przestrzenią, miejscem/nie-miejscem. Nie jest neutralna pod względem emocjonalnym. Towarzyszą jej określone motywacje o charakterze przymusu politycznego, ekonomicznego lub wolnego wyboru dyktowanego ciekawością przygody czy pasjami poznawczymi realizującymi się w spotkaniu z Innym. Migracja wytwarza własną anamorficzną narrację, często o charakterze autobiograficznym, która – zależnie od kąta, pod jakim na nią spoglądać – kładzie akcent albo na opowieść o przemianach tożsamości swego podmiotu, albo na historię oswajania i zawłaszczania miejsc zagospodarowanych wcześniej przez Innych, albo na przekaz o okolicznościach własnego powstania, wpływających modyfikująco na znarratywizowane treści. W sumie stanowi jednak wiązkę opowieści, które występują w każdej z nich (tj. narracji migracyjnej) w różnych proporcjach. Jest performatywna, bowiem na swój sposób „przetwarza” i miejsca, i ludzi wchodzących w interakcje. Proponuje językowe mechanizmy oswajania nowego, dowodzi niezwykłej mocy wzorów poznawczych wytworzonych w warunkach rzeczywistości, którą podmiot uważa za rodzimą i które służą mu do „przekładu” adaptacyjnego tego, co obce na to, co oswojone. Migracja stanowi jedno z najważniejszych doświadczeń egzystencjalnych człowieka XX i XXI wieku. Jako że często bywała wymuszana oko-

8

HANNA GOSK

licznościami politycznymi czy ekonomicznymi, nie chciana, a narzucona, więc opowieść na jej temat zyskiwała mroczne zabarwienie przekazu traumatycznego ze wszystkimi tego następstwami: lukami i niedopowiedzeniami w kwestiach trudno wyrażalnych, niemających wzorów opowiadalności. Migracja to wyzwanie i czynnik tożsamościotwórczy. Może „otworzyć” podmiot na nowe doznania, zainspirować go do działań kreacyjnych, może też „zamknąć” go w przestrzeni wyobrażonej i czasie przeszłym („tam – wtedy”), uniemożliwiając kontakt z nowym otoczeniem albo… pozostawić w stanie zawieszenia i niedookreślenia („pomiędzy”). Próba znarratywizowania doświadczenia migracyjnego to próba stworzenia opowieści wielowarstwowej, hybrydycznej, jeśli idzie o tworzywo i sposoby jego ujmowania w języku. To narracja rozpięta między starym i nowym, znanym i nieznanym, swoim i obcym. Jej podmiot – w sytuacji, w której podejmuje opowieść – jest już podmiotem hybrydycznym, można by rzec, iż wieloimiennym. Tok jego opowieści, rozłożenie w niej akcentów tematycznych (np. przestrzennych) i emocjonalnych wiele mówi o przebiegu procesów adaptacyjnych w nowym miejscu. O ich sukcesie lub niepowodzeniu, o tworzeniu „trzeciej jakości”, jaką stanowi permanentne niedostosowanie, pozostawanie jednocześnie „wewnątrz” i „na zewnątrz” zarówno sfery „tam – wtedy”, jak i sfery „tutaj – teraz”. W narracji migracyjnej występują rozmaite niestałości i nieoczywistości. Zarówno jej podmiot, jak i przestrzenie, w których się on porusza, wykazują wieloimienność i wymagają podejścia anamorficznego, jeśli chcieć wyprowadzić z nich określony rys. Publikowane w tym tomie studia oraz interpretacje stanowią próbę zaprezentowania specyfiki polskich dwudziestowiecznych (a także nieco wcześniejszych i nieco późniejszych) narracji migracyjnych. Książka zawiera teksty dyskutowane na drugiej konferencji zorganizowanej przez Centrum Ba­dań Dyskursów Postzależnościowych oraz Pracownię Antropologicznych Problemów Literatury Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie w dniach 5–6 maja 2011 roku. Celem naszego spotkania była kontynuacja systematycznej refleksji nad obszernym polem zagadnień łączących się ze sposobami, w jakie ludzie radzą sobie z opresywnymi, kryzysowymi doświadczeniami, a do takich w dużej mierze należą polskie dwudziestowieczne migracje. Jak pisał Ryszard Nycz we Wprowadzeniu do pierwszego tomu serii prac, którym patronuje Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych: „Wiele wskazuje na to, że dla polskiej kultury ten właśnie problem ma znaczenie zasadnicze i ciągle nieprzedawnione, a sposoby jego rozwiązywa­nia – w rozmaitych okresach historycznych, dziedzinach życia, sytuacjach i kontekstach społeczno-kulturowych

WPROWADZENIE

9

– decydowały i decydują m.in. o wy­borze strategii tożsamościowych, polityce pamięci i cechach symboliczne­go imaginarium oraz preferowanych stylach życia i działania, wpływając w konsekwencji na specyfikę polskiej mentalności, habitusu i całej kultury”1. Z rozpoznań autorów tomu poświęconego polskim współczesnym narracjom migracyjnym wyłania się wizja, w której podmiot opowiadający o swojej podróży, wędrówce, wygnaniu, przesiedleniu, emigracji, pobycie w nowym miejscu etc. prezentuje się jako Inny w stosunku do tego, który migrację rozpoczynał. W opowieści migracyjnej rysuje się obraz „tożsamości łącznikowej” (Dorota Kołodziejczyk rozważa ten problem w zamieszczonym tu tekście na przykładach postkolonialnej prozy anglojęzycznej, posiłkując się teoretycznymi ustaleniami badaczy zagadnienia z kręgu studiów postkolonialnych), w budowaniu której dużą rolę odgrywa wyobraźnia. Opowieść taka wykracza poza paradygmat myślenia dualistycznego: my – inni, imigrant – obywatel, łączność z miejscem – nieumiejscowienie w kierunku płynnych etnopejzaży powstających w transnarodowych przepływach kulturowych. Rozważania nad specyfiką narracji migracyjnej otwierają tom (część I Kategorie. Translacje. Reinterpretacje), proponując nowe odczytania sensów klasycznych tekstów. Można tu znaleźć propozycje potraktowania przekazu naukowego czy literackiego mówiącego o egzotycznych podróżach, jako przykładu praktyki „translacyjno-oswajającej” egzotykę przy użyciu wzorów rozumienia rzeczywistości ukształtowanych na ziemiach polskich u schyłku doby rozbiorów (Paweł Zajas). Można zapoznać się z nowymi typologiami kategorii istotnych dla opowieści migracyjnej („miejsce autobiograficzne” Małgorzaty Czermińskiej, „narracja pobytowa” Doroty Kozickiej). Warto by tu również przywołać termin „powieść neo-post-przesiedleniowa” Ingi Iwasiów, lecz rozważania tej autorki, ze względu na swoją dominantę tematyczną, znalazły się w innej części tomu (III Narracje przesiedleńcze/osiedleńcze), poświęconej narracjom przynoszącym echa powojennych migracji ludności ze wschodu na zachód z ich ograniczeniami polityczno-psychologicznymi, palimpsestowym tokiem opowieści, niedomówieniami powodującymi nawroty tematyczne w zmienionych warunkach społeczno-politycznych i historycznych. Część pierwsza książki zawiera również rozważania na temat performatywnych aspektów narracji migracyjnej (Dorota Wojda), widocznych 1 Ryszard Nycz, Wprowadzenie, w: Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy – konteksty i perspektywy badawcze, red. R. Nycz, Universitas, Kraków 2011, s. 7.

10

HANNA GOSK

w strategiach podmiotu koncentrującego się na wychwytywaniu nieoczywistości w tym, co osiadły obserwator uznaje za naturalne, a co w zderzeniu z wrażliwością odbiorcy ukształtowanego w innym kręgu kulturowym staje się prawdziwym wyzwaniem dla owego odbiorcy, próbującego wykorzystać sprawczą rolę języka w kreowaniu własnego obrazu świata, dokonać „przekładu kulturowego”, który okazuje się złożoną formą signifikacji. Część otwierająca książkę pomyślana została jako inicjująca dyskusję nad propozycjami nowej terminologii i reinterpretacyjnym podejściem do materiału rozważań, w którym to podejściu stosuje się narzędzia poetyki kulturowej z akcentem na te wypracowane przez studia postkolonialne/ postzależnościowe. Kolejne działy tomu, których autorzy stosują podobnie reinterpretacyjne metody w swoich rozpoznaniach, mają charakter tematyczny. I tak w części II, zatytułowanej Migracje animowane doświadczeniem II wojny światowej, znalazły się rozważania o okupacyjnych (i powojennych) peregrynacjach trzech ludzi o niezwykłych osobowościach (Stanisława Vincenza, Stanisława Swianiewicza, Juliana Stryjkowskiego), którzy doświadczyli okupacyjnego „spotkania” z Sowietami, co uczyniło z nich migrantów, wpłynęło znacząco na ich dalsze losy i sposób interpretowania rzeczywistości, a także formułowania językowych komunikatów na jej temat. Części IV oraz V zatytułowane odpowiednio: Migracje żydowskie i Doświadczenia migracyjne kobiet przynoszą wnikliwe rozpoznania doświadczeń zbiorowości oraz podmiotów indywidualnych związanych z ich przemieszczaniami, a traktowanych w XX wieku ciągle na prawach innych niż te przysługujące nie-Żydom i nie-kobietom. W tych opowieściach na różne sposoby dochodzi do głosu poczucie inności, wykluczenia, uparte dążenie do „skonstruowania” bezpiecznego miejsca do życia. Autorki zamieszczonych tu tekstów pokazują na wymownych przykładach techniki radzenia sobie z poczuciem inności własnej oraz inności otoczenia, problemy z „przekładem” obcego na własne. Tom zamyka część VI Przestrzenie, bowiem w narracjach migracyjnych przestrzeń odgrywa równie ważną rolę jak przemieszczające się podmioty. Zgromadzone tu teksty przekazują fragmenty nieopowiedzianej dotąd w taki sposób historii miejsc ważnych w narracji ziem zachodnich uzyskanych przez Polskę w wyniku rozstrzygnięć II wojny światowej (Wojciech Browarny, Ilona Copik). Tom zamyka refleksja nad fenomenem nieobecności Mazowsza w dzisiejszej literaturze polskiej (Tomasz Wójcik), interpretowanej jako efekt procesów społeczno-politycznych o szerszym znaczeniu.

WPROWADZENIE

11

* Niemal wszystkie rozważania na temat odmian narracji migracyjnych, które przewijały się w dwudziestowiecznej literaturze polskiej, wskazują na ścisłą zależność tych opowieści od biegu zdarzeń historii, która z jednej strony dyktowała im ograniczenia, określając polityczną „słuszność” lub „niesłuszność” przekazu, z drugiej zaś kształtowała schematy wyobrażeniowe, wzory opowiadalności, których ramy często okazywały się zbyt ciasne, by pomieścić złożone, trudne doznania związane z przemieszczeniami – w realiach polskich najczęściej przecież wymuszonymi, a nie dobrowolnymi. Ograniczający charakter ramy opowieści niemieszczącej wielości zróżnicowanych doświadczeń migrantów, którzy mieli do dyspozycji jedynie wzory narracyjne wypracowane wcześniej przez kulturę miejsca, które właśnie opuścili, sprawił jednak, iż w swoich najciekawszych realizacjach narracje migracyjne wykazują potencjał transgresyjności. Przełamują ograniczenia w próbach dokonywania „przekładu kulturowego”, wytwarzają nowe wzory opowiadalności dla doznań nieprzepracowanych w polskiej świadomości zbiorowej, generują nowe kategorie badawcze, podkreślają sprawczą rolę języka w kreowaniu tożsamości hybrydycznego podmiotu i miejsca (opuszczonego/wybranego/oswajanego/wyobrażanego).

CZÊŒÆ I

KATEGORIE. TRANSLACJE. REINTERPRETACJE

Dorota Kołodziejczyk

Meta-fory, trans-lacje, hybrydy – tropy migracji w literaturze postkolonialnej

1. OD POSTKOLONIALIZMU DO KOSMOPOLITYZMU – OPOWIEŚCI GLOBALNYCH PRZEMIESZCZEŃ

N

adając rozdziałowi w książce Kultura i imperializm (1993; 2010) tytuł Kurs na imperium: początki opozycji, Edward Said uchwycił istotę kondycji postkolonialnej – jest nią nie tyle sama zależność kolonialna, ile doświadczenie migracji, przemieszczenia na wielką skalę w sensie geograficznym i demograficznym. W powieści postkolonialnej to imigrant z byłych kolonii do metropolii jest paradygmatem tożsamościowym zdecydowanie dominującym nad problematyką pokolonialnych tożsamości narodowych poza metropolią. Refleksję postkolonialną czy to w formie teorii, czy literatury tworzą wszak emigranci, stąd można prawomocnie mówić o specjalnym rodzaju wyobraźni reprezentowanej przez ową postkolonialną diasporę myśli – jest to wyobraźnia „dryfująca”1, skutkująca wizjami wielokrotnie transgranicznych (transnarodowych, transkulturowych) form tożsamości. Powieść postkolonialna nieomal zawsze w jakimś przynajmniej stopniu jest powieścią o emigracji bądź migracjach. Poszukiwanie tożsamości stanowi imperatyw wpisany w sam zamysł historii emigranta, a w szerszym planie społeczno-politycznym świata powieściowego emigracja post1 Gayatri Chakravorty Spivak, Outside in the Teaching Machine, Routledge, Nowy Jork i Londyn 1993, s. 221.

16

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

kolonialna zawsze dokonuje się w horyzoncie historyzmu, który, w wielkim uproszczeniu, rozwija się przez etapy kolonizacji, antykolonialnych nacjonalizmów, postkolonialości, do globalizacji. Historyzm ten, będący bez wątpienia derywacją historyzmu europejskiej nowoczesności2, nadaje rozszczepionej opowieści migranta teleologiczną aurę, niosąc ze sobą obietnicę kompletności i celowości postkolonialnego przemieszczenia. W historyzm ten wpisuje się też swoisty postkolonialny tekstualizm – od imitacji wzorców kolonialnych przez zawłaszczanie języka kolonizatora dla swojej kultury, po zatarcie hierarchii między właścicielem języka a jego (niedoskonałym) adeptem. Jednocześnie tekstualizm ten podważa historyzm wraz z jego ideą postępu, zakłócając chronologię i samą ideę rozwoju leżącą u podłoża struktury historyzmu. Bez tego zakłócenia opowieść imigranta mogłaby zbyt łatwo dochodzić do pełnej formuły tożsamościowej, jako że zawsze w jakimś przynajmniej stopniu zakłada ona kompletność poszukiwań tożsamości. Natomiast, jak pokażą przykłady, w powieści postkolonialnej problem imigranta nie polega na zachowaniu (narodowej/ kulturowej) odrębności czy też na asymilacyjnym sukcesie, lecz na wypracowaniu świadomości różnicy jako artykulacji złożonej i wielowymiarowej tożsamości „pomiędzy”. Fikcjonalne narracje postkolonialnych przemieszczeń rozwijają się więc w swoistej historyczności, której początkiem jest binarne ujęcie migracji jako pokonywania (geograficznej i symbolicznej) granicy na trasie peryferie – metropolia. W schemat ten wpisują się pierwsze postkolonialne zapisy doświadczenia imigranta do byłej metropolii, skupiające się zazwyczaj na problemie jego asymilacji i akceptacji w nowym, postimperialnym, a jednak nacechowanym przez historię imperialnej dominacji, społeczeństwie. W powieści V.S. Naipaula The Mimic Men (1967) (polski tytuł: Marionetki, 1971) bohater Ralph Singh, imigrant z karaibskiej wyspy, nie zamierza negocjować własnej odrębności w odpowiedzi na wymogi stawiane mu przez życie w Londynie. Nie zamierza, ponieważ brak mu poczucia tożsamości jako czegoś wspólnotowego; nie odrębność kulturowa, doceniana czy też nie, lecz brak autentyczności jest u Naipaula istotą doświadczenia kolonialnego. Jako imigrant bez zakorzenienia w czymś własnym Ralph Singh może jedynie odgrywać stereotyp egzotyczności, której się po nim oczekuje – jest „barwnym Azjatą”, marionetką z Nowego Świata, która z braku autentycznego doświadczenia delektuje się słowami odnoszącymi 2

Zob. Dipesh Chakrabarty, Prowincjonalizacja Europy. Myśl postkolonialna i różnica historyczna, red. Dorota Kołodziejczyk, Tomasz Dobrogoszcz, Ewa Domańska, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2011.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

17

się do lepszego, prawdziwego życia poza kolonią. Ralph Singh zdaje sobie sprawę, że Londyn pełen jest takich jak on wygnańców z kolonialnej utopii – przy czym utopia traci tutaj swój metaforyczny sens i jest dosłownie nie-miejscem – do symulakrum metropolii, jaką okazuje się Londyn. Asymilacja to projekt kontynuowania nieautentyczności i próba określenia własnej odrębności jako imigranta. Binaryzm peryferie – metropolia zamienia się w wielowymiarową kosmopolityzację poprzez rozwój transnarodowych/transkulturowych form życia3. Widać w tym pragnienie przekroczenia determinizmu podziałów narodowy/wielokulturowy; ja/inny (my/inni); imigrant/obywatel. Dialog między peryferiami a metropolią, główna oś twórczego antagonizmu powieści postkolonialnej, w nowszej literaturze rozwija się w kosmopolityczną świadomość krytyczną. Kosmopolityzm jako forma bycia w świecie i wiedzy o świecie, powstała na skutek wyjścia poza własną lokalność i doświadczenia deterytorializacji, różni się od oświeceniowego ideału tym, że charakteryzuje również grupy społeczne uprzednio wyłączone z projektu zamieszkiwania świata bez granic. W ujęciu Arjuna Appaduraia, teoretyka globalizacji, podmiot krytycznego kosmopolityzmu – migracyjny obywatel globalizującego się świata – rzucony jest w nurt nieumiejscowionych, płynnych etnopejzaży powstających w transnarodowych, globalnych przepływach kulturowych4, zaś na jego poczucie „światowości” składają się liczne, często wzajemnie nieprzystawalne elementy. Appadurai podkreśla rolę wyobraźni w wytwarzaniu nowoczesnych form zdeterytorializowanych, czy też mobilnych, podmiotowości, przy czym traktuje wyobraźnię jako formę sprawczości, powszechną siłę społeczną bardziej niż przymiot pewnych tylko jednostek: wyobraźnia wyłamała się ze specyficznie ekspresyjnej przestrzeni sztuki, mitu oraz rytuału i w wielu społeczeństwach stanowi obecnie część codziennej pracy umysłowej wielu ludzi. Stała się elementem logiki potocznego życia5.

We wszystkich omówionych niżej powieściach tożsamość okazuje się efektem głównie pracy wyobraźni, ta z kolei stanowi element dyskursu kulturowego – tożsamość wyobrażona jest zawsze tożsamością kulturową, 3 Zob. Ulrich Beck, Mobility and the Cosmopolitan Perspective, w: Tracing Mobilities: Towards a Cosmopolitan Perspective, red. Weert Canzler, Vincent Kaufmann, Sven Kesselring, Ashgate Publishing, Burlington 2008, s. 26. 4 Arjun Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tłum. i wstęp Zbigniew Pucek, Universitas, Kraków 2005. 5 Tamże, s. 13.

18

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

w tym kluczowym sensie, że kultura, jak podkreśla Appadurai, to nośnik różnicy, i jako taka posiada przymiotnikowy charakter. Rola kultury w dyskursie społecznym jest bardziej heurystyczna niż substancjalna: Jeśli rzeczownik „kultura” kojarzy się z pewnego rodzaju substancją, która więcej zasłania niż odkrywa, przymiotnik „kulturowy” przenosi nas w bardziej pouczającą dziedzinę różnic, kontrastów i porównań6.

Appadurai zwraca uwagę, że kultura jako różnica to siła napędzająca tożsamość grupową, co jest szczególnie ważne w przypadku tożsamości przemieszczonych – diaspor i migracji: „kulturowy charakter mają tylko te różnice, które albo wyrażają, albo tworzą podstawę dla mobilizacji grupowych tożsamości”7. Zastrzeżenie to ma bardzo ważny skutek dla refleksji nad społeczeństwem wielokulturowym, gdzie kultura, szczególnie kultura grupy mniejszościowej, utożsamiana jest często z etnicznością, czyli wyraźnie odrębną, bardziej pierwotną i jako taką przeciwstawną wobec „wyobrażonej” – abstrakcyjnej i powszechnej – tożsamości, jaką jest naród, wspólnota obywatelska itd. Appadurai, dokonując pozornego utożsamienia kultury jako siły mobilizującej powstanie tożsamości grupowej z etnicznością, odkrywa tak naprawdę kulturową – „świadomą i imaginacyjną”8 – podstawę każdej tożsamości grupowej, w tym takiej, która wydaje się opierać na przednowoczesnych formach przynależności, a którą łatwo w dyskusji na temat multikulturalizmu przypisuje się grupom imigranckim. Kwestia tożsamości wytworzonych na skutek migracji, jako istota krytyki postkolonialnej, stanowi nie tyle problem do rozwiązania dla polityki multikulturalizmu, ile sygnalizuje konieczność rozwijania nowych i dynamicznych struktur pojęciowych, które będą w stanie odtworzyć i zinterpretować mobilny charakter kulturowego zakorzenienia w „nowoczesności bez granic”. Powieść postkolonialna, reprezentująca wyobrażeniowy (fikcjonalny, co proponuję rozumieć jako szczególnie odpowiedzialny wobec archiwum rzeczywistego doświadczenia ludzkiego) model losu imigranta, zarówno podejmuje problematykę tożsamości wytwarzanych w „szczelinach między europejską metropolią i niegdysiejszą kolonią”9, jak i sama jako gatunek reprezentuje rozszczepienie oraz przemieszczenie kulturowe właściwe dla 6 Tamże,

s. 23–24. s. 24. 8 Tamże, s. 25–26. 9 Simon Gikandi, Between Roots and Routes: Cosmopolitanism and the Claims of Locality, w: Rerouting the Postcolonial. New Directions for the New Millennium, red. Janet Wilson, Cristina Sandru, Sarah Lawson Welsh, Routledge, Londyn, Nowy Jork 2010, s. 23, tłum. autorki. 7 Tamże,

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

19

kondycji imigranta. Stąd krytyka postkolonialna często sięga w odniesieniu do powieści po metaforykę przekładu. Homi Bhabha wprost identyfikuje dyskurs emigrantów lub mniejszości z przekładem kulturowym10, gdzie kultura, podobnie jak u Appaduraia, nie jest ujmowana substancjalnie jako treść, lecz jako artykulacja dynamicznie różnicująca podmiotowość. Stąd logiczne staje się przesunięcie znaczenia kultury na język: Kultura jako strategia przetrwania ma charakter zarówno transnarodowy, jak i translacyjny. Jej transnarodowość wynika z faktu, że współczesne dyskursy postkolonialne zakorzenione są w szczególnych historiach kulturowego przemieszczenia [...] Natomiast translacyjność kultury wiąże się z tym, że przestrzenne historie przemieszczenia [...] poważnie komplikują pytanie „w jaki sposób kultura oznacza?” czy też „co kultura oznacza?”11.

Gayatri Chakravorty Spivak podobnie definiuje postkolonialność jako swoiste przesunięcie kategorii reprezentowanych czy też dyseminowanych przez i w metropolii: „powszechnym trybem działania dla projektu postkolonialnego jest cytat, reinskrypcja, zmiana trasy ruchu historii”12. Na translacyjną istotę komunikacji wzdłuż podziału metropolia/peryferie czy też Europa/Trzeci Świat zwraca również uwagę historyk społeczny, Dipesh Chakrabarty, dążąc w swym projekcie „prowincjonalizacji Europy” do uznania wielości i wewnętrznej złożoności, czy wręcz niewspółmierności, czasów kultury (w tym historii w liczbie mnogiej), rozważa modele translacyjne niezbędne dla uchwycenia specyfiki danej lokalności, szczególnie gdy chcemy oddać element nadprzyrodzony obecny jako siła sprawcza w danym wydarzeniu historycznym, a nieuchronnie pomijany w obiektywizującym języku studium naukowego. Chakrabarty pyta, jakie strategie przekładu należy opracować, aby nie tyle osiągnąć ideał, czyli ekwiwalent, ile „ukazać problemy związane z przełożeniem zróżnicowanych światów nadprzyrodzonych na uniwersalny i odczarowany język socjologii”13. Polegając na refleksji Spivak, Chakrabarty podobnie proponuje zachowanie w przekładzie strefy nie tyle nieprzetłumaczalności – ponieważ jest to kategoria tak pojemna, że łatwo przez nią dojść do relatywizmu kulturowego, którego istotą nie jest komunikacja między różnicami, lecz ich odseparo10 Homi Bhabha, Miejsca kultury, tłum. Tomasz Dobrogoszcz, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010, s. 231–260. 11 Tamże, s. 185. 12 Gayatri Chakravorty Spivak, dz. cyt., s. 217. 13 Dipesh Chakrabarty, dz. cyt., rozdział 3.

20

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

wanie – ile niesamowitości wytworzonej przez „margines skandalu”, szoku spowodowanego niejednoznacznością przełożonych kategorii14. Maria Tymoczko wręcz utożsamia literaturę postkolonialną z procesem przekładu, wskazując na transport i relokację, główne elementy przekładu, jako fundamentalne strategie pisania postkolonialnego, w którym dochodzi do przeniesienia kultury „rozumianej jako język, system poznawczy, literatura, kultura materialna, system społeczny, ramy prawne, historia itd.”15. Co prawda Tymoczko traktuje przekład różnicy w tekście postkolonialnym dość substancjalnie – odmienność kulturowa jest treścią do przełożenia i tylko od autora zależy, czy przedstawia ją bardziej „agresywnie”, czy też „asymilacyjnie”16, lecz sam zamysł analizowania literatury postkolonialnej jako swoistego continuum przeniesienia wpisuje się w ideę relokacyjnej i reinskrypcyjnej tożsamości migranta jako formy przetrwania kulturowego17. 2. SALMAN RUSHDIE – KOSMOLOGIA EMIGRACJI

Salman Rushdie stał się bezsprzecznie absolutnym dyktatorem metaforyki migracyjnej w powieści postkolonialnej. Problematyka postkolonialnej migracji obecna jest w jego twórczości od czasu napisania powieści Wstyd (1982; 2000). Rushdie rozpoczyna tutaj batalię o prawo do transgresyjności literatury w sensie wykraczającym poza typowo modernistyczny etos; postkolonialne przemieszczenie prowadzi do kulturowej apostazji – emigrant nie tyle zostawia za sobą to, co można nazwać domem lub zakorzenieniem, ile przede wszystkim dokonuje krytycznego oglądu z dystansu, który przebył, a który jest czymś więcej niż tylko przestrzenną kategorią. Emigrant to osoba przeniesiona – Rushdie gra na dosłownym znaczeniu słowa metafora i łączy ją z łacińskim translatio. Przeniesienie w przestrzeni (najczęściej łączące się z przeniesieniem w czasie – kierunek migracji postkolonialnych – ze wschodu na zachód) wpisuje się w historyzm utożsamiający podmiot sprawczy historii z Zachodem. W takim ujęciu imigrant z byłych kolonii do byłej metropolii chcąc nie chcąc angażuje się w walkę o własną podmiotowość w historii, w której jako skolonizo14 Tamże.

15 Maria Tymoczko, Literatura postkolonialna i przekład literacki, w: Współczesne teorie przekładu. Antologia, red. Piotr Bukowski, Magda Heydel, Znak, Kraków 2009, s. 430– 431. 16 Tamże, s. 432. 17 Homi Bhabha, dz. cyt., s. 185.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

21

wany był obiektem (dyskursu kolonialnego – władzy, edukacji, rasy, klasy itd.). Emigrant to również kondycja tożsamości złożonej – u Rushdiego lubującego się w binarnych opozycjach emigrant to hyphenated being – byt łącznikowy, dosłownie, graficznie za pomocą łącznika, zawierający pojęcia z dwóch kultur, dwóch języków, dwóch czasów i światów. Za pomocą takich binaryzmów Rushdie buduje coś w rodzaju kosmologii emigracji – tożsamości skazanej na bytowanie pomiędzy światami: kulturami, językami, historiami. Owa strategicznie dwuwymiarowa kosmologia stanowi podstawę alegorycznego toku narracyjnego w powieściach Rushdiego, albo też zmusza czytelnika do alegorycznego czytania w sensie proponowanym przez Paula de Mana: W symbolu postulowana jest możliwość tożsamości lub utożsamienia, zaś alegoria oznacza przede wszystkim dystans wobec własnego początku. Odżegnując się od nostalgii i pragnienia zbieżności, ustanawia swój język w próżni owej różnicy czasowej18.

Owa dwuwarstwowość alegorii pozwala Rushdiemu eksponować szczelinowość – iteratywne „pomiędzy” – postkolonialnego migranta. Jest to egzystencja pomiędzy światami, a raczej na obrzeżach światów i temporalności; bytowanie w strefach niedotłumaczenia, niepełnej przynależności, pobocznego uczestnictwa, peryferyjnego przyczynkarstwa i marginalnej ważności. Byt przetłumaczony – postkolonialny emigrant – mierzy się z własnym rozwarstwieniem, które nie pozwala mu zadomowić się w jakiejś kategorii tożsamościowej. W powieści Wstyd implikowany autor – emigrant z kraju czystych – Pakistanu, nazywanego w powieści przewrotnie Peccavistanem, mierzy się z zarzutami stawianymi mu jako emigrantowi, który przekłada oryginał na język metropolii, i tym samym fałszuje jego istotę:

Outsider! Przestępca! [w oryg. „kłusownik”, co lepiej oddaje charakter wykroczenia popełnianego przez emigranta jako autora] [...] Plagiator! Nie jesteś żadnym autorytetem. Znamy cię. Otaczasz się tym swoim językiem jak flagą: wypowiadając się o nas językiem żmii, cóż możesz powiedzieć poza kłamstwami19?

18 Paul de Man, The Rhetoric of Temporality, w: tegoż, Blindness and Insight: Essays in the Rhetoric of Contemporary Criticism, Routledge, Londyn, Nowy Jork 2005 (1971), s. 219. 19 Salman Rushdie, Wstyd, tłum. Mariusz Ferek, Rebis, Poznań 2000, s. 30.

22

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

Pisarz-emigrant ze względu na swoją pozycję „pomiędzy” nie przynależy nigdzie w pełni i jako taki jest podwójnie obcy, w nowym kraju jako przybysz i w starym jako ktoś, kto nie dzieli już doświadczenia wspólnoty z „pobratymcami”. Emigrant skazany jest na nieautentyczność, czyli świadomość braku przynależności albo też przynależności niepełnej; w jednym i drugim przypadku jest to apostata, człowiek poza wspólnotą. Wstyd to historia peryferyjnych bohaterów opowiadana przez narratora-odstępcę, który odczuwa siłę znaczenia oryginału – hańby (tytułowy „shame” to niedoskonałe tłumaczenie z języka urdu, „śarm” (43); polskie tłumaczenie, „wstyd”, jest w tym sensie niedoskonałe, że nie uwzględniono w nim faktu, iż istnieje ekwiwalent nieprzetłumaczalnego na angielski oryginału), lecz nie może przełożyć pełnego znaczenia tego słowa z braku ekwiwalencji. Tłumaczenie, czyli opowieść emigranta/imigranta, to wypadkowa strat i zysków – Jest to ogólnie przyjęta prawda, że w tłumaczeniu zawsze coś zostaje utracone [szczególnie „encyklopedie niuansów”]; ja staram się wierzyć, że można uzyskać również coś nowego20.

3. BLUŹNIERSTWO – EMIGRANT JAKO APOSTATA

Szatańskie wersety (1989; 1993) Salmana Rushdiego stały się manifestem światopoglądowym i tożsamościowym postkolonialnego migranta. Jest to powieść, w której bluźnierstwo stanowi zasadę rządzącą; świat przedstawiony jest światem bluźnierczym – niejednorodnym, autoironicznym, światem przekraczania granic czasów, kultur i tożsamości. Powieść otwiera następujące pytanie o naturę stworzenia: Jak nowe przychodzi na ten świat? / Z jakich połączeń i przekształceń powstaje? [...] Czy narodziny są zawsze upadkiem? / Czy aniołowie mają skrzydła? Czy ludzie potrafią latać21?

Fragment ten stanowi dla Homiego Bhabhy punkt wyjściowy dla teoretyzacji hybrydowości jako herezji powstałej na skutek przezwyciężenia 20 Tamże, 21

s. 43. Salman Rushdie, Szatańskie wersety (przekład i wydawca anonimowi), 1992, s. 17.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

23

(reinskrypcji, relokacji, odcięcia się, przemianowania) tradycji kulturowej w akcie przekładu22. Salahuddin Czamczawala-Saladyn – Czamcza-imigrant-diabeł-kozioł ofiarny-ponowoczesny (pogodzony ze swą postkolonialnością?) ironista – tak wygląda w uproszczeniu droga przebyta przez bohatera z Indii do Anglii. Po metamorficznym upadku z nieba na wybrzeże Anglii (przewrotne połączenie w jednym momencie rozłącznych czasowości mitu upadku, historii narodu – Czamcza widzi na brzegu armię Williama Zdobywcy – oraz współczesnego problemu międzynarodowego terroryzmu), Czamcza zamienia się w diabła/kozła. Przez wiele lat Saladyn wierzy, że jest częścią glorii narodu, który wybrał jako imigrant. Tymczasem, przemieniony, uświadamia sobie, że egzystuje na jego marginesie, że jego rolą jest potwierdzać samozadowoloną angielskość, do której nie ma prawa. Może ją jedynie wielbić oraz imitować. Siła dyskursu obiektywizującego imigranta do skrajnej inności – monstrum daje się Czamczy odczuć w szpitalu dla takich jak on „odmieńców”:

Oni nas opisują [...] posiadają moc opisywania, a my ulegamy obrazom, które oni konstruują. [...] Czamcza dostrzegł stwory, których nigdy wcześniej nie byłby sobie w stanie wyobrazić, kobiety i mężczyźni, będący również częściowo roślinami lub gigantycznymi owadami [...] byli tam mężczyźni z rogami nosorożców zamiast nosa i kobiety o szyjach długich jak żyrafy23.

Tak oto historia emigranta staje się w powieści Rushdiego alegorią bluźnierstwa – emigracja jest podróżą od wiary w stary kraj rozumiany jako wspólnota, rzeczywistość, bezpośredniość doznań zmysłowych – prawdziwe jedzenie, prawdziwe filmy; ale też, w przypadku Czamczy, w metropolię jako kraj wybrany, do powątpiewania:

Pytanie: Co jest przeciwieństwem wiary? Nie niewiara. Zbyt ostateczne, pewne, kategoryczne. Samo w sobie jest swego rodzaju wiarą. Powątpiewanie. To warunek rodzaju ludzkiego24.

22

Homi Bhabha, dz. cyt., s. 246–247. s. 183. 24 Tamże, s. 28. 23 Tamże,

24

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

Szatańskie wersety podejmują wątek lekkości egzystencjalnej emigranta (oczywista inspiracja pisarstwem Kundery), którego nie trzymają przy ziemi grawitacyjne siły narracji zadomowienia. Emigrant-pisarz jest z definicji apostatą i niedowiarkiem, uzurpującym sobie prawa Stwórcy, a jednocześnie obnażającym pretensjonalność swoich pisarskich uzurpacji. Emigrant to człowiek wątpiący, bluźnierca, który zamiast dopasować się do wymyślonej dla niego formuły narracyjnej (wspólnoty narodowej i religijnej, autentyczności kulturowej) wymyśla nowe opowieści. Operując binaryzmami święta księga – powieść; objawienie – historia; przynależność narodowa – wykorzenienie emigranta, czystość/autentyczność kulturowa – pomieszanie, hybryda, mutacja, Rushdie wpisuje kondycję emigranta w poetykę bluźnierstwa, które oznacza zwątpienie, akt transgresji uwalniający łańcuchy metamorfoz, brikolaże, hybrydowe połączenia wątków, zapożyczenia, zawłaszczenia, pastisze, stylizacje i parodie.

4. DWUWYMIAROWOŚĆ: „IMIGRANT DRUGIEGO POKOLENIA”

Hanif Kureishi, Budda z przedmieścia (1990; 1998): „Nazywam się Karim Amir i jestem Anglikiem z krwi i kości, niemalże. Często uważa się nas za zabawny rodzaj Anglików, jakby nową rasę, która powstała z dwóch starych historii. Lecz nie obchodzi mnie to – jestem Anglikiem (choć niekoniecznie z tego dumnym), z przedmieść Południowego Londynu, chcącym gdzieś dojść”25. Bohater powieści Kureishiego, Karim, bawi się często ze swą kuzynką Dżamilą w dobieranie sobie tożsamości: „tak, czasem byliśmy Francuzami, Dżami i ja, a innym razem stawaliśmy się Czarnymi Amerykanami”; nigdy nie bawią się w Anglików, ponieważ, mimo otwierającej powieść autoprezentacji Karima, w kontekście angielskości są zawsze „czarnymi, Pakami, i całą resztą”26. Karim, pragnący zostać aktorem – cóż bardziej wyzwala z ciasnoty przedmieść niż sztuka? – u progu kariery poznaje prawdę o swej przydatności na scenie. Dzięki „egzotycznej” figurze zwinnego Azjaty i adekwatnemu kolorytowi Karim ma zagrać Mowgliego w przedstawieniu na podstawie Księgi dżungli Kiplinga, udając zupełnie mu obcy indyjski akcent. Na przesłuchanie przygotował ambitny kawałek Sama Sheparda, a tymczasem okazuje się, że ma grać najbardziej stereotypowe wyobraże25 Hanif Kureishi, Budda z przedmieścia, tłum. Maria Olejniczak-Skarsgård, Zysk i S-ka, Poznań 1998, s. 3. 26 Tamże, s. 53.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

25

nie Hindusa, w adaptacji przedstawiającej tekst Kiplinga jako egzotyczną bajkę o dzikich. Ojciec Karima, z kolei, odkrywa w pewnym momencie możliwości, jakie stwarza stereotyp i pragnienie egzotyki. Zachęcany przez swą angielską przyjaciółkę Evę, zostaje buddyjskim guru miejscowej białej bohemy. Karim, odgrywając rolę wolterowskiego prostaczka, z radością i lekkim dystansem notuje wszystkie absurdy: muzułmański buddysta nauczający adeptów buddyzmu z przedmieść Londynu, własne poczucie bycia Anglikiem konfrontowane z rasistowskimi określeniami, w których jest Pakim albo Czarnym, czy antykolonialny, emancypacyjny radykalizm kuzynki Dżamili, która nie jest w stanie wyemancypować się z patriarchalnego wzorca rodziny i ulega tradycji zaaranżowanego małżeństwa. Kwestia tożsamości „imigranta drugiego pokolenia” jest o tyle skomplikowana, że, po pierwsze, wciąż ma on do wyboru afiliacje między dwiema kulturami, z tym że w odwrotnej relacji niż rodzice-imigranci, po drugie, wybór jest czysto spekulacyjny, ponieważ to siły społeczne – rodzina, szkoła, grupa rówieśnicza itd. ograniczają swobodę owego wyboru. Nie mamy tutaj do czynienia z supermarketem możliwości ani też z restauracją etniczną, gdzie autentyczność egzotycznych dań podlega twórczej (lub też dyktowanej popytem) transformacji w coś nowego, ale z grą na autentyczności. U Kureishiego, nie tylko w tej, lecz również w późniejszych jego powieściach, zwraca uwagę performatywność tożsamości, która jest dosłownie kwestią do odegrania i może realizować się przez twórcze wyłanianie się z inscenizowanych różnic, łącząc radykalność i ironiczność „nowego” powstałego z fuzji i połączeń (Kureishi zawsze podkreślał inspirację twórczością Rushdiego), lub też, jak w przypadku absurdalnej metamorfozy w guru ojca Karima, może realizować się jako stereotyp egzotyczności w swym najbardziej imitacyjnym i groteskowym wydaniu.

5. DEZORIENTACJA – UTRATA WSCHODU

W Ziemi pod jej stopami (1999; 2001) bohater powieści żegna się z Indiami – Wschodem, i odbywa podróż na Zachód, do Ameryki, która symbolizuje przyszłość: „chcę do Ameryki, do Ameryki, gdzie wszyscy są jak ja, bo są skądinąd”27. Przemieszczenie takie nie obywa się jednak bez poważnych konsekwencji: pierwszą z nich jest dezorientacja, czyli utrata Wschodu, początku i czasowości (Wschód to przeszłość jako mit i jako hi27 Salman Rushdie, Ziemia pod jej stopami, tłum. Wojsław Brydak, Rebis, Poznań 2001, s. 270.

26

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

storia, Zachód to wciąż rozwijająca się teraźniejszość), drugą zaś przygodna, nieprzewidywalna przemiana dokonująca się wraz z przekroczeniem transformującej strefy nieba: na poziomie każdej komórki, genu, cząstki dokonuje się mutacja. Wyląduje kto inny, niż wystartował; nie całkiem ten sam. Ormus przekroczył strefę czasów: z wieczystego przeszłego młodości przeniósł się w pełen napięcia teraźniejszy dojrzały, ten zaś, gdy Ormus umrze, stanie się szczególną odmianą przeszłego dokonanego – przeszłym niebyłym28.

W powieści tej Salman Rushdie realizuje ambitny zamiar zbudowania globalnego/totalnego mitu rocka i kultury pop, zaś emigracja – wyjście poza sferę zadomowienia – dostarcza treści temu przedsięwzięciu. Para bohaterów, Ormus i Wina, jako pierwsi odnajdują muzykę (to, co znamy jako klasykę rocka z Zachodu, Elvis, Beatelsi, Rolling Stones, to echa oryginalnych pomysłów Ormusa w Indiach). Mit Ormusa i Winy, nakładający się na bezczasowy i transgraniczny mit Orfeusza i Eurydyki, przynależy do kultury globalnej, której główną cechą jest niestrudzony dynamizm i wciąż transformująca się przejściowość. Rządzi nią imperatyw przekraczania granic i wszelkich transgresji – jest to w istocie świat migracji. Świat Rushdiego, gdzie wszechobejmujący pod względem czasu i przestrzeni mit nakłada się na geografię pęknięć (kontrastów, trzesięń ziemi, podziałów między światami, nieprzystawalnych czasowości) to konstrukt bliski teorii zerwań i dysjunkcji opracowanej przez Arjuna Appaduraia:

Zasadniczym rysem globalnej kultury jest więc dziś polityka wzajemnego pożerania się tożsamości i różnicy, co równa się proklamowaniu likwidacji bliźniaczych idei oświecenia – triumfalnego uniwersalizmu i upartego partykularyzmu29.

Appadurai zwraca uwagę, że w dynamice globalnych rozłączności i zer­ wań znaki tożsamości stają się bardziej przedmiotem poszukiwań wyobrażeniowych niż filarem tradycji (muzealnym eksponatem i obiektem świadomego wyboru raczej niż habitusem). Narrator Ziemi pod jej stopami poddaje się z ochotą kulturowej nieokreśloności, którą, wraz z ideałem 28 Tamże, 29

s. 272. Arjun Appadurai, dz. cyt., s. 265–266.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

27

wolności, lokuje w Stanach Zjednoczonych, „potężnej demokracji także w dziedzinie błędnej wymowy”30, upatrując w przygodności błędu transformacyjny potencjał kondycji emigranta.

6. POWRÓT REALIZMU – NIEZNOŚNA CIĘŻKOŚĆ RYZYKA W GLOBALNYCH PRZEPŁYWACH

Alegoryczna dwuwymiarowość pisarstwa Rushdiego, dzięki której mógł produkować całe serie łącznikowych i hybrydowych wyobrażeń kondycji postkolonialnego migranta, zamknęła jednak jego twórczość na pogłębioną reprezentację losu jednostki obarczonej dylematami rozszczepionej i niezadomowionej (rozłącznej, zerwanej, niejednoznacznie przetłumaczonej) tożsamości. W nowszej powieści postkolonialnej daje się zauważyć wyraźny powrót do realizmu, rozumianego niekoniecznie jako rezygnacja z wątków magicznych czy fantastycznych, lecz jako dążenie do wielowymiarowego, psychologicznie i socjologicznie odpowiedzialnego przedstawienia. W powieści Kiran Desai Brzemię rzeczy utraconych (2006; 2007) widać odejście od metaforyzacji kondycji postkolonialnej na rzecz zbliżenia do świata przedstawionego, bardziej intymnej relacji z bohaterem. Widać w tej powieści dążenie do niejako fenomenologicznego ujęcia postaci wraz z jej historią, pozbawionego ambicji nazywania, w sensie tworzenia kategorii i typologii postkolonialnych tożsamości migracyjnych, które zaludniają tę powieść wpisaną w wyraźnie globalny horyzont. W powieści Desai emigracja w dobie globalizacji wynika z nierówności, na których opiera się kapitalizm, a które odpowiadają podziałowi na Pierwszy i Trzeci Świat. Owej dysjunkcji między światami boleśnie doświadcza Bidźu, nielegalny imigrant z Indii do Stanów Zjednoczonych, życzeniowego eldorado takich jak on Kandydów współczesności:

Bidźu w Baby Bistro. Powyżej restauracja była francuska, na dole zaś, w kuchni, meksykańska i indyjska. A kiedy zatrudniono Pakistańczyka, była meksykańska, indyjska i pakistańska. Bidźu w Le Colonial, autentyczne kolonialne doświadczenie. Na górze bogaty kolonialny świat, nisko na dole, biedny i etniczny. Kolumbijski, tunezyjski, ekwadorski, gambijski31.

30

Salman Rushdie, dz. cyt., s. 25.

31 Kiran Desai, Brzemię rzeczy utraconych, tłum. Jerzy Kozłowski, Znak, Kraków 2007,

s. 38.

28

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

Dryfując od pracy do pracy, Bidźu zyskuje świadomość swojej etniczności, która w sposób szczególny określa nielegalnego imigranta: Żegnaj, Baby Bistro. – Skorzystaj z wolnego czasu, żeby się wykąpać – poradził mu właściciel. Był na tyle łaskawy, żeby zatrudnić Bidźu, choć uważał, że śmierdzi32.

Etniczność nielegalnego imigranta jest czynnikiem przesuwającym go jeszcze bardziej w sferę abiekcji – podziemnych kuchni Nowego Jorku, gdzie istniał cały świat33, odseparowany, „wzorowo biedny świat dwadzieścia dwa stopnie niżej”34. Dla klasy średniej etniczność jest już zupełnie czymś innym – przede wszystkim przyjemnym wyborem i kosmetyczną dekoracją tożsamości. Dostarczając jedzenie na wynos z chińskiej restauracji, Bidźu zawozi raz zamówienie trzem studentkom z Indii, dziewczynom z bogatej klasy średniej. Scena spotkania z Bidźu, krajanem z Indii, w amerykańskiej rzeczywistości, pokazuje znośną lekkość przywileju, dramatycznie kontrastującą z walką o przetrwanie, którą Bidźu musi stoczyć każdego dnia jako nielegalny – oficjalnie niewidoczny, lecz widocznie naznaczony etnicznością – imigrant. Nie narodowość, a przynależność klasowa określa możliwości kontaktu między ludźmi i daje wstęp do wielokulturowego nieba – supermarketu z nieskończoną ofertą tożsamościowych towarów: Posiadały przekonanie o własnej nieomylności, powszechne u wielu dobrze wykształconych, mówiących po angielsku Hindusek [...] Szybko przekonały się do krótkich włosów, z niecierpliwością oczekiwały romansu w zachodnim stylu, a później tradycyjnej ceremonii z mnóstwem biżuterii: zielony zestaw (szmaragdowy), czerwony zestaw (rubinowy), biały zestaw (diamentowy). Uważały się szczególnie predestynowane do tego, żeby wszystkich pouczać na rozliczne tematy [...] [dziękując] lśniącooka dziewczyna powiedziała to na wiele sposobów, żeby znaczenie przekazać z każdego punktu widzenia – żeby w pełni zrozumiał ich życzliwość podczas tego spotkania Hindusów za granicą, z różnych klas społecznych, mówiących różnymi językami, bogatych i biednych, z najwyższej kasty i najniższej35.

Kosmopolityczna otwartość, którą światowe Hinduski starają się wykazać wobec Bidźu, tylko potwierdza i umacnia dzielące ich różnice klasowe 32 Tamże,

s. 41. s. 39. 34 Tamże, s. 40. 35 Tamże, s. 80–81. 33 Tamże,

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

29

i kastowe. Elokwentne i wielojęzyczne, nie muszą nawiązywać z Bidźu dialogu. Powieść Kiran Desai dowodzi, że kosmopolityzm jest nie tyle pozycją podmiotu, ile nastawieniem umysłu36, i w kontekście różnic klasowych może pogłębiać narcyzm klasy uprzywilejowanej, która nie dopuszcza do artykulacji innych grup społecznych.

7. „CZY GRUPY PODRZĘDNE POTRAFIĄ MÓWIĆ?” – WYPOWIEDŹ JAKO WARUNEK SPRAWCZOŚCI

Jeśli powieści Rushdiego można określić jako narracje bytów łącznikowych i przeniesionych, Białe zęby Zadie Smith (2000; 2002) są powieścią postkolonialnego dialogu, w którym aż iskrzy od fajerwerków ironicznej świadomości kulturowej autorki. Fabuła powieści rozgrywa się w bardzo, wręcz skrajnie wielokulturowym Londynie, w którym każdy niesie ze sobą jakiś bagaż kulturowy, mniej lub bardziej świadomie i mniej lub bardziej dobrowolnie, za to najczęściej w zupełnie niekompatybilnych kombinacjach. Te z kolei wytwarzają niewiarygodne absurdy międzykulturowych przemieszczeń, a największy z nich to odwrotny od zamierzonego efekt wychowania braci bliźniaków osobno w Bangladeszu i Anglii – Magid, brat przeniesiony do starego kraju, wraca do Anglii jako wcielenie kolonialnej mimikry – angielski dżentelmen plus ateista, zaś jego brat, Millat, dołącza w Londynie do SROM-u, dość niefortunnie nazwanej grupy młodocianych radykalnych islamistów. W powieści Zadie Smith postkolonialny imigrant pragnie przede wszystkim wyartykułować siebie, ale w ten sposób, by zostać wysłuchanym. Jeden z bohaterów, Samad, rozpaczliwie i zarazem komicznie stara się nawiązać dialog z gośćmi restauracji hinduskiej, w której jest kelnerem: odczuwał nieprzepartą potrzebę mówienia, mówienia do każdego napotkanego człowieka, niczym Stary Żeglarz Coleridge’a, pragnął nieustannie wyjaśniać, nieustannie czegoś dowodzić, nieważne, czego. [...] A potem przeżywał straszliwy zawód, bo uświadamiał sobie, że naprawdę ważne, najważniejsze jest to, żeby przechylić z uszanowaniem głowę i trzymać w pogotowiu pióro. Że ważne jest to, aby być dobrym kelnerem i słuchać z uwagą zamawiającego. [...] I brzęk piętnastu centów o porcelanowy talerzyk37.

36 37

Bill Ashcroft, Transnation, w: Revouting the Postcolonial..., dz. cyt., s. 76. Zadie Smith, Białe zęby, tłum. Zbigniew Batko, Znak, Kraków 2003, s. 65.

30

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

W powieści Smith można znaleźć także ironiczne potraktowanie kwestii multikulturalizmu rozumianego jako polityka zarządzania wielością kulturową, w co włącza się dydaktyczny wysiłek instytucji społecznych podnoszenia świadomości na temat wielokulturowości. Małżeństwo Chalfenów, dobrze sytuowanych naukowców oddanych sprawie dzielenia się owocami swej pozycji z innymi – rasowo odmiennymi kolegami szkolnymi syna – dowodzi, że, jeśli polityka multikulturalizmu uczy nas czegokolwiek, to na pewno jest to umiejętność maskowania rasistowskich poglądów, czy może raczej rasistowskich pragnień zobaczenia innego jako niższego od siebie, językiem tolerancji inności kulturowej i religijnej. Małżeństwo Chalfenów to postimperialna wersja kolonizatora wiedzionego poczuciem misji cywilizacyjnej. Uczą kolegów swego syna matematyki i nauk przyrodniczych przede wszystkim po to, aby potwierdzać na każdym kroku swą wyjątkowość – wyjątkowość swych genów i jej dowodów w postaci ponadprzeciętnie zdolnych dzieci. Wierzą też niezachwianie w przywilej wynikający z przynależności do wyższej klasy średniej, dający im władzę opisywania, osądzania i „naprawiania” klas niższych, które składają się dla nich w przeważającej mierze z imigrantów, ludzi rasowo odmiennych. Pozycja społeczna – średnia klasa, imigrant – jest u Smith pustym znaczącym, które dąży do wpisania znaku w horyzont totalności. I tak imigrant byłby w tym horyzoncie znakiem braku: braku poczucia obywatelskości jako dzielonej z innymi wspólnoty i odpowiedzialności wobec niej; braku wykształcenia, równoznacznego z nieumiejętnością wychowania dzieci, czyli dysfunkcjonalnością rodziny; braku „światowości” – szeroko rozumianego wyrobienia w dyskursach nowoczesności i ponowoczesności, od świadomości genderowej po świadomość etniczną. Krótko mówiąc, w tym ujęciu imigrant będzie zaprzeczeniem kosmopolityzmu, który oznacza przynależność do świata, zadomowienie w świecie. Imigrant jako brak służy przede wszystkim wzmocnieniu pozytywności dominującego znaku tożsamości klasy średniej, narodowo stabilnej, co nie znaczy nacjonalistycznej, lecz po prostu przynależnej w tym stopniu, w którym zanika konieczność autorefleksyjnej identyfikacji z narodem. Chalfenowie z pewnością nie prezentują nacjonalistycznych, wykluczających poglądów, a jednak są figurą kolonizatora – ironia i celność obserwacji Smith polega na tym, że to nie rasista-nacjonalista przeciwstawia się figurze imigranta, lecz kosmopolityczny i otwarty na innego, a wręcz świadomy swego wobec niego obowiązku, przedstawiciel solidnej klasy średniej ludzi zamożnych i wykształconych, wyrobionych politycznie oraz zaangażowanych w etyczną misję dzielenia się swoim przywilejem. Na szczęście dla wymowy ideologicznej powieści, Smith nie dopuszcza do spełnienia obietnicy totalności zawar-

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

31

tej w pustym znaku imigranta i przedstawiciela narodowej klasy średniej. Ramy znaczeniowe owych pozycji społecznych wypełniają się dynamicznie hybrydyzującymi się, na wzór bachtinowski, językami społecznymi, których wzajemna konfliktowość nie ma wytworzyć nowego porozumienia (np. klasa uprzywilejowana przyjmuje do wiadomości, że imigrant może być czymś więcej niż brak), tylko stworzyć możliwości artykulacji poprzez dialog. Przecież Samada dręczy nie tylko to, że jest kelnerem w restauracji zamożnego krewniaka, że nie ma wysokiej pozycji społecznej, lecz głównie brak możliwości wyartykułowania siebie, brak zainteresowania otoczenia, kim jest jako człowiek, czyli niemożność wyjścia poza narzuconą rolę, w której ma przede wszystkim milczeć i podporządkować się stereotypowi Azjaty-imigranta. Dialog, do którego dochodzi w powieści między przeciwstawnymi w sensie dyskursywnym grupami społecznymi „imigrantów” i „zadomowionych”, w gruncie rzeczy odsłania głęboką przepaść między nimi. Różnica kulturowa nie ma w powstaniu tej przepaści wielkiego znaczenia; kluczowe znaczenie posiada natomiast kwestia podmiotowości – pozycji umożliwiającej wypowiedź, której odmawia się imigrantom na skutek działania, jak w przypadku Chalfenów, wykluczającej roli przywileju.

8. PRZEKŁAD KULTUROWY – SUKCES EKWIWALENTU CZY NIESAMOWITOŚĆ BRAKU?

Wszystkie przywołane przykłady utworów postkolonialnych opierają się na idei postkolonialnej migracji jako swoiście narastającej wiedzy, transformacji w ja wielorakie, skomponowane z wielu elementów i oparte nie tyle na różnicy, ile stale się różnicujące. Takie ujęcie tożsamości postkolonialnej, jednakowej w gruncie rzeczy z tożsamością migranta (zarówno emigranta, jak i imigranta) pozwala rozważać kwestie podmiotowości jako zadomowienia w kategoriach graniczności i iteratywności38, gdzie moment przejścia – procesu zadomawiania się, asymilacji, transformacji, nie eliminuje elementów niewspółmiernych, lecz tworzy z nich połączenia hybrydowe39. Kultura hybrydowości, kontynuując myśl Bhabhy, nie tylko znosi czy też podważa ideę „autonomicznego znaku różnicy – klasy, płci lub rasy”40. Hybrydowość będąca skutkiem postkolonialnych migracji nie jest pojęciowym substytutem wielości sygnowanej przez dyskurs multikul38

Homi Bhabha, dz. cyt., s. 240. s. 239. 40 Tamże, s. 239. 39 Tamże,

32

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

turalizmu, lecz raczej „przeniesieni[em] miejsca różnicy kulturowej daleko od przestrzeni demograficznej pluralności w stronę granicznych negocjacji przekładu kulturowego”41. Przekład jako artykulacja graniczna wpisuje się, jak pisze Bhabha, w

diasporyczną estetykę niesamowitej i rozłącznej czasowości, będącej jednocześnie czasem przemieszczenia kulturowego i przestrzenią „nieprzekładalności”42.

W przekładzie czasowość realizuje się jako intertekstualne powtórzenie, znoszące porządek chronologicznego następstwa, zaś nieprzekładalność jest punktem wyjściowym dla realizacji tożsamości migranta jako różnicy. W swych rozważaniach nad postkolonialną migracyjnością Bhabha i Spivak dochodzą poprzez myśl Benjamina, Freuda i Derridy do podstawowego dylematu oporu tekstu w procesie przekładu, który w kontekście postkolonialnego przemieszczenia zyskuje nową funkcję „demonstracji różnicy kulturowej”43 i „odpowiedzialności wobec śladu innego w sobie samym”44. Bardzo interesujące jest to, że oboje krytycy kładą nacisk na sprawczość „podmiotu różnicy kulturowej”45 bardziej niż na tożsamość w sensie zrealizowanego projektu, a wręcz odmawiają figurze postkolonialnego migranta ostatecznego zadomowienia w pojedynczej kategorii tożsamościowej. Bhabha określa tożsamość migranta postkolonialnego w kategoriach przestrzennych – lokuje się ona w „trzeciej przestrzeni”, w której „negocjacja niewspółmiernych różnic wytwarza napięcie właściwe egzystencjom granicznym”46. Spivak zaś, wychodząc od pozornie oczywistego stwierdzenia, że język jest jedynie jednym z wielu czynników, dzięki którym możemy nadać sens sobie samym i otaczającym nas rzeczom47,

41 Tamże, 42 Tamże, 43 Tamże.

s. 244. s. 247.

44 Gayatri Chakravorty Spivak, Polityka przekładu, tłum. Dorota Kołodziejczyk, w: Współczesne teorie przekładu. Antologia, dz. cyt., s. 405. 45 Homi Bhabha, dz. cyt., s. 239. 46 Tamże, s. 239. 47 Gayatri Chakravorty Spivak, Polityka przekładu, dz. cyt., s. 405.

META-FORY, TRANS-LACJE, HYBRYDY – TROPY MIGRACJI...

33

proponuje bardzo radykalną politykę przekładu, a mianowicie taką, w której czynna podmiotowość tłumaczki wycofuje się na rzecz retoryczności – „zagrożenia ze strony przestrzeni pozajęzykowej”48 – oryginału. 9. CZYNNY PODMIOT WYCOFANIA W POSTKOLONIALNYM NIEZADOMOWIENIU

Rozważania nad niewspółmiernością obecną w przekładzie w kontekś­ cie postkolonialnych migracji warto skonfrontować z sytuacją, w której tłumaczenie musi zrealizować swój etyczny potencjał poprzez świadome wycofanie się i pozostawienie oryginału w stanie nieprzekładalności. Przykładem tego jest powieść Johna M. Coetzeego Foe (1986; 2007). Jako postkolonialny apokryf dla tak fundamentalnego tekstu kolonialnego, jakim jest klasyczny Robinson Crusoe Daniela Defoe, powieść Coetzeego podejmuje kwestię przemilczanego, a wręcz zawłaszczonego autorstwa (autorką „oryginalnej” opowieści o wyspie i jej rozbitkach jest kobieta, Susan Barton) oraz uprzedmiotowienia „tubylca” z kolonii w kategoriach podrzędności: brzydoty, niemoty, bezczynności. Zaś sam Kruzo, pierwowzór nadpisany na zawłaszczonym nie-oryginale, stanowi zaprzeczenie triumfalnej misji kolonizacyjnej; jego życie na wyspie to lata powtarzalnej pracy, która nie ma do niczego doprowadzić, a on sam umrze na statku płynącym do Anglii. Powieść ta, będąca eksperymentem w typowo postkolonialnym przedsięwzięciu przepisania uprzedniego tekstu w ten sposób, aby znieść jego prymarność i ustanowić nowy oryginał, pogłębia problem oddania głosu tym, którzy zostali pominięci w tekście oryginału. Falsyfikat, jakim jawi się oryginał, to z jednej strony efekt kolonizacyjnego impulsu, który ujawnił się już w samych początkach powieści angielskiej (1719); z drugiej jednak strony fałszowanie rzeczywistości, aby bardziej odpowiadała oczekiwaniom czytelnika co do opowieści, która powinna być nie tylko estetycznie satysfakcjonująca, ale przede wszystkim winna spełnić się w określonym sensie, stanowi nieodłączny element pracy pisarza. Foe, autor, któremu Susan przekazuje swą historię, świadom jest sprzedajnej natury swojego rzemiosła, zaś Susan godzi się z tym, że jej opowieść zostanie zmieniona nie do poznania, a ona sama zniknie z niej bez śladu. Prawda jej historii – retoryczność tekstu, o którym mówi Spivak w Polityce przekładu, zostaje stłumiona w logice fikcjonalności. Susan poddaje się tej nieuchronności, pocieszając Foe: 48 Tamże,

s. 407.

34

DOROTA KO£ODZIEJCZYK

Nie jest kurewstwem podejmowanie cudzych historii i zwracanie ich światu w lepszym przyodziewku. Jeśli nie byłoby autorów gotowych pełnić takie posługi, jakże zbiedniałby świat49.

W powieści Coetzeego celem reinterpretacji – przekładu oryginału na prawdę – będzie nie tyle ukazanie brakujących elementów, które zakłócają logiczną systematyczność tekstu, ile dotarcie do granic przekładalności, do momentu Piętaszkowego milczenia, które jest nie tyle amputowaną mową (Piętaszek w powieści Coetzeego ma obcięty język), ile wycofaniem z wszelkiej komunikacji. Wycofanie to stanowi istotę dociekania na temat granic postkolonialnego przekładu. Susan zabiera Piętaszka z wyspy na statek wiozący rozbitków do Anglii, ale nigdy nie jest pewna, czy uratowała w ten sposób Piętaszka, czy też skazała go na skrajną bezdomność. Dla niej samej powrót do Anglii nie jest tożsamy z powrotem do domu. Musi znaleźć przede wszystkim dom dla swojej opowieści, autora historii, którą musi przekazać. Szukając domu dla Piętaszka, Susan myśli o wysłaniu go do Afryki, po czym zdaje sobie sprawę, że i Piętaszek, i ona sama pozostaną wygnańcami, i tak zresztą są traktowani, gdy podróżują do Bristolu: Jesteście więc Cyganami? Jesteście Cyganami, wy oboje? [...] my takich zwiemy Cyganami, gdy się wałęsają z powalanym obliczem, mężczyźni i niewiasty, wszyscy do kupy, pomieszani jako groch z kapustą [...] Dwakroć nazwano mnie i Piętaszka Cyganami. Któż to taki: Cygan? [...] Tutaj, w zachodnim kraju, słowa zdają się nabierać nowych znaczeń. Czyżbym, sama o tym nie wiedząc, stała się Cyganką50?

Susan od czasu zaginięcia córki dryfuje po świecie w jej poszukiwaniu, i można by się zastanowić, jak bardzo jej wędrówka – a raczej błąkanie się – różni się od paradygmatycznej trasy kolonizatora. Anglik-kolonizator wyrusza, aby, w dużym uproszczeniu, udomowić świat – ustanowić dominację Anglii poza jej granicami. Susan wyrusza, aby odnaleźć dom utracony w Anglii na skutek uprowadzenia jej córki. Kolonizator zakłada dom czy też poszerza granice swego domu na coraz większy obszar, Susan – kobieta wyeliminowana ze swej własnej opowieści – bezskutecznie poszukuje utraconego domu, a jej błąkanie się po świecie przypomina wygnanie.

49

John M. Coetzee, Foe, tłum. Magdalena Konikowska, Znak, Kraków 2007, s. 152. s. 107–108.

50 Tamże,

Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie