MARCH 2011

http://www.mlodymedyk.umwb.edu.pl Miesięcznik studentów Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku NR 3 (98) MARZEC / MARCH 2011 ISSN 1643-3734 Fot.:...
Author: Mikołaj Król
4 downloads 0 Views 7MB Size
http://www.mlodymedyk.umwb.edu.pl

Miesięcznik studentów Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku NR 3 (98)

MARZEC / MARCH 2011

ISSN 1643-3734

Fot.: Iwona Kuczyńska

Fot.: Kamil Świklewski

Fot.: Emilia Ławreszuk

http://www.mlodymedyk.umwb.edu.pl

Miesięcznik studentów Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

L

ast month we had criticisms from the students about the university which were received with mixed opinions, and rightfully so. The articles written by our students, anonymous and signed, sparked discussions among teachers and students. These criticisms were really a barrage coming from one side and anyone can tell you that problems are rarely, if ever, one-sided. It takes two to tango. In this problem, as I see it, there are two variables; one being the teachers who as a group are the target of most criticisms. I wholeheartedly agree with many students that there is a lack of educators that have the passion or ability to effectively teach. Students begin medical school thinking that they will be inspired day after day by people that were once students themselves. Few [students] have experienced this. And the other variable: students. Like a good equation, there’s the other side: an equal lack of enthusiasm among students. A seemingly difficult group of people to work with that, like their educator counterparts, also quite often accept mediocrity as the norm and choose not to achieve any more than is required. And the most popular excuse? “That’s the way it’s always been.” I’m sure that this vicious circle isn’t only being noticed by me. Be sure to check out Nous Défions for a more detailed discussion. To constantly criticize negatively both sides would also be a fruitless endeavor. This month we’ve included an interview with a truly inspiring educator that does surpass expectations and definitely does not settle for mediocrity, from himself or from his students. We need more talented teachers. We as students do notice when someone goes beyond the call of duty and hold high opinions of such individuals and the departments/clinics they work in.

W * Fotografia na okładce/Cover Photograph by Mark Klukowski



zeszłym miesiącu otrzymaliśmy od studentów kilka krytycznych opinii dotyczących uniwersytetu, które wzbudziły, i słusznie, mieszane uczucia. Artykuły napisane przez naszych czytelników, zarówno anonimowe, jak i te podpisane, wywołały liczne dyskusje wśród nauczycieli i studentów. Te uwagi tak naprawdę krytykowały jednostronnie uniwersytet, a prawie każdy powie, że przyczyny problemów rzadko (jeśli nie nigdy) leżą po jednej stronie. Są dwie strony medalu. Z tych dwóch stron medalu, jedna to nauczyciele, którzy są celem większości krytycznych uwag. Zgadzam się z opiniami, że brakuje asystentów, którzy mają talent i pasję, aby efektywnie uczyć. Młodzi ludzie zaczynają studia medyczne myśląc, że będą codziennie inspirowani przez osoby, które pamiętają, jak to jest być studentem. To założenie rzadko się sprawdza. Druga strona medalu: brak entuzjazmu wśród studentów. Studenci to trudna grupa osób do współpracy. Podobnie jak ich nauczyciele, często akceptują przeciętność jako normę i nie starają się ponad minimum wymagań. A najpopularniejsza wymówka to: „Tak przecież zawsze było.” Jestem pewny, że nie tylko ja zauważyłem to zamknięte koło. Zachęcam do lektury artykułu Nous Défions, gdzie ten temat jest przedstawiony bardziej szczegółowo. Ciągłe strofowanie obu stron byłoby bezowocne. Dlatego w tym miesiącu zamieszczamy rozmowę z osobą, która naprawdę inspiruje, podnosząc poziom dydaktyki, i na pewno nie akceptuje przeciętności - ani u siebie, ani u studentów. Potrzebni są tacy utalentowani nauczyciele. Jako studenci zauważamy, kiedy ktoś się stara. Wysoko cenimy za zaangażowanie takich asystentów oraz zakłady/kliniki, w których pracują. Mark Klukowski

Spis treści

Triumf Pływaków UMB..................... 4 Dlaczego NaPro?............................... 4 Zając i żaba........................................ 6 Światło – cień................................... 7 Wiosenne Zgromadzenie Delegatów IFMSA-Poland ...................................9

Lider Doskonały.............................. 10 Nous Défions....................................12 Sir Wocjesz ......................................13 STN -HIV & AIDS ............................. 14 Barriers ............................................15

Skład redakcji „Młodego Medyka” Redaktor naczelny: Mark Klukowski (tel. kom. 510 370 568); Zastępca redaktora, korekta: Dorota Czyżewska; Członkowie: Marcin Czaban, Karol Hackiewicz, Ali Vahedi, Lars Langholm Larsen, Emilia Michalewicz, Piotr Gawlik, Iwona Kietlińska, Martin Ashley, Iza Żukowska, Marta Sowa; Siedziba redakcji studenckiej: Pałac Branickich – prawe skrzydło, pok. 112, ul. Kilińskiego 1, 15-089 Białystok 8, tel. 748-55-06, www.mlodymedyk.umwb.edu.pl

Triumf Pływaków UMB

17

marca 2011 roku na pływalni MOSIR przy ul. Włókienniczej 4 odbyła się Akademicka Liga w Pływaniu Kobiet i Mężczyzn, w ramach turnieju „Otwarte Mistrzostwa Podlasia AZS w Pływaniu – Płyń na dobrej fali”. Na miejscu zmagań pojawiło się ponad sto zawodniczek i zawodników, w tym drużyna Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, reprezentowana przez dziewięć kobiet oraz dziewięciu mężczyzn. Ekipy rywalizowały ze sobą w konkurencjach indywidualnych (50 m stylem dowolnym, klasycznym, grzbietowym, motylkowym, 100 m stylem zmiennym), oraz w sztafetach (4 x 50 m stylem dowolnym, 4 x 50 m stylem zmiennym). Dwa złote medale w konkurencjach 50 m stylem dowolnym oraz motylkowym zdobyła Kristine Mella (I rok Lekarski), która na koniec wybrana została najlepszą zawodniczką turnieju. Srebro na dystansie 50 m stylem dowolnym wywalczyła Monika Stankiewicz (V rok Fizjoterapia), dwa brązowe krążki w konkurencjach 50m stylem grzbietowym oraz 100 m stylem zmiennym przypadły Oldze Charzewskiej (I rok Kosmetologia). Mężczyźni również nawiązali walkę z najlepszymi. Po zaciętej rywalizacji brąz zdobyli: Karol Rybałtowski (II rok Lekarski) na dystansie 50 m stylem klasycznym, Marek Góralczyk (IV rok Farmacja) na dystansie 50 m stylem dowolnym oraz Jerzy Sowiński (IV rok Stomatologia) na dystansie 50 m stylem grzbietowym. Ponadto wszystkie sztafety UMB stanęły na podium: ● 4 x 50 m stylem zmiennym kobiet – 1. miejsce ● 4 x 50 m stylem dowolnym kobiet – 3. miejsce ● 4 x 50 m stylem zmiennym mężczyzn – 2. miejsce ● 4 x 50 m stylem dowolnym mężczyzn – 3. miejsce

4

Nadesłane przez czytelników:

Dlaczego N

iepłodność małżeńską można rozpoznać, gdy zgodnie z definicją WHO kobieta i mężczyzna, którzy pomimo dobrego zdrowia i niezbyt zaawansowanego wieku (do 35 roku życia) nie mogą doprowadzić do poczęcia dziecka przez okres 1 roku. Szacuje się, że niepłodność jest problemem nawet 20% par małżeńskich, co w Polsce daje liczbę ok. dwóch milionów niepłodnych ludzi. Skala tego problemu jest tak duża, iż niepłodość zaliczana jest do chorób społecznych. Stanowi to ogromne wyzwanie dla współczesnej medycyny, która poczyniła w ostatnich latach znaczący postęp w rozwoju technik wspomaganego rozrodu. Od wielu lat na świecie funkcjonuje metoda walki z niepłodnością w postaci programu in vitro, lecz szczególnie w ostatnim czasie do opinii publicznej dociera coraz więcej informacji o sposobie leczenia niepłodności zwanym naprotechnologią. Dzisiaj niepłodne małżeństwa stają przed wyborem pomiędzy tymi dwiema metodami.

Co to naprotechnologia?

Naprotechnologia (ang. Natural Reproductive Technology) została opracowana przez wybitnego amerykańskiego specjalistę prof. Thomasa W. Hilgersa, ginekologa i chirurga, który jest dyrektorem Instytutu Naukowego im. Papieża Pawła VI z siedzibą w Omaha (USA). Jest to stosunkowo młoda, bo licząca sobie Skład sekcji: dopiero ok. 30 lat, metoda leczenia niepłodności i całościowej Trener: mgr Marcin Kwiatkowski troski o zdrowie kobiety. W Europie stosowana jest od 10 lat, Kobiety: Kristine Mella, Monika Stankiewicz, Ewelina a w Polsce pierwsze ośrodki powstały w latach 2009-2010 (BiałyGryczka, Olga Charzewska, Katarzyna Komar, Marta Wostok, Lublin). Metoda ta opiera się na skrupulatnej diagnostyce, łosowicz, Agata Halicka, Magdalena Drabikowska, Joanna która polega na monitorowaniu cyklu miesięcznego kobiety Dobrzyńska zgodnie z markerami modelu Creightona (CrMS). Zakłada Mężczyźni: Joel Lindvall, Jerzy Sowiński, Mariusz Andrejon obserwację śluzu dróg rodnych kobiety i ocenę odczucia czuk, Karol Rybałtowski, Paweł Furmańczyk, Radosław Skibz nim związanego (nawet kilka razy dziennie). Bardzo ważne ko, Marek Góralczyk, Paweł Piliczuk, Michał Smoktunowicz jest wychwycenie podczas obserwacji biomarkerów takich jak krwawienia i plamienia w nietypowych dniach cyklu, które Marcin Kwiatkowski (SWFiS) wskazują na występowanie choroby (mięśniaki, stan zapalny szyjki macicy, niedomogi hormonalne itp.). Ponadto napro technolodzy stosują wszelkie dostępne, nowoczesne techniki diagnostyczne. Profil hormonalny (m.in. FSH, LH, progesteron, estradiol) oceniany jest w ścisłym powiązaniu z fazą kobiecego cyklu, a wyniki zestawione z fachowo zinterpretowanymi obserwacjami pacjentki dostarczają bezcennych, z punktu widzenia diagnozy, informacji. W celach diagnostycznych badane są również parametry nasienia mężczyzny (liczba plemników, ich ruchliwość i morfologia). Zazwyczaj po obserwacji kilku cykli lekarz naprotechnolog określa przyczynę niepłodności i rozpoczyna leczenie, które polega na farmakoterapii (np. stymulacja owulacji, rozrzedzenie śluzu szyjkowego). Jeśli stan

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

Marzec / March 2011

NaPro? pacjentki tego wymaga stosuje się zabiegi chirurgiczne (laserowe leczenie endometriozy, udrożnienie jajowodów). Niepłodność wykryta u mężczyzny może być skutecznie leczona zarówno przy pomocy odpowiednich środków farmakologicznych, jak i interwencji chirurgicznej. Nadrzędnym celem naprotechnologii jest trwałe przywrócenie płodności parze, tak aby poczęcie dziecka odbyło się w sposób naturalny.

Skuteczność Każdą metodę leczenia ocenia się zwłaszcza pod względem skuteczności. W tym wypadku będzie to liczba ciąż po przebytym leczeniu. Skuteczność NaPro sięga 40-60% (Journal of Reproductive Medicine, 1998). Potwierdzają to badania samego twórcy, prof. Hilgersa, który ustalił, że wskaźnik ciąż po leczeniu naprotechnologicznym wynosi w odpowiednich przedziałach czasowych: 44% do 12 miesięcy, 62% do 24 miesięcy i 71% do 48 miesięcy leczenia. (The medical & surgical practice of naprotechnology. Pope Paul VI Institute Press 2004) Inne źródła podają, że prof. Hilgers osiąga w ciągu dwóch lat leczenia (z wykorzystaniem zabiegów chirurgicznych) skuteczność 82%. Tymczasem skuteczność w programie in vitro w zależności od źródła waha w przedziale od 25% do 50% w najmłodszych grupach wiekowych pacjentek. Dr Phil Boyle, najbardziej znany europejski lekarz stosujący naprotechnologię, twierdzi, że NaPro odnosi większe sukcesy w leczeniu pacjentek nawet 42-letnich, niż in vitro w grupie kobiet 35 letnich. Ponadto dzięki naprotechnologii od 20% do 30% par po nieudanych próbach in vitro zostaje rodzicami (oznacza to żywe urodzenia, a nie tylko ilość ciąż) w sposób całkowicie naturalny, mimo faktu, że próby poczęcia dziecka przez in vitro obniżają szanse małżeństwa na naturalne zapłodnienie. 

Kluczowe dla oceny każdej procedury medycznej jest bezpieczeństwo pacjentów, w tym przypadku kobiety i jej dziecka. Jeśli zastosujemy naprotechnologię, to powikłania wynikające bezpośrednio z tej metody występują z bardzo małą częstością, zaś skutki uboczne towarzyszące technikom in vitro są znacznie częściej spotykane i poważniejsze. Do najgroźniejszych powikłań towarzyszących in vitro należy zespół hiperstymulacji jajników (23 przypadki na 1000 kobiet) z dalszymi zaburzeniami wodno-elektrolitowymi i zaburzeniami krzepnięcia krwi, które grożą zdrowiu i życiu pacjentki. Najczęściej spotykaną nieprawidłowością przy zapłodnieniu in vitro jest wystąpienie ciąży mnogiej, do której dochodzi w wyniku standardowego

Marzec / March 2011

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

„Redakcja niekoniecznie podziela poglądy autorów”

Bezpieczeństwo

wszczepienia do jamy macicy więcej niż jednego zarodka. Każda ciąża mnoga obciążona jest większym ryzykiem ukończenia jej przed terminem, a tym samym wzrostem ryzyka śmierci okołoporodowej. Należy zaznaczyć, że do ciąży mnogiej dochodzi w 35 % przypadków w in vitro oraz tylko w  3,2% w przypadku naprotechnologii. Ograniczenie dawek hormonów indukujących jajeczkowanie i zmniejszenie ilości przenoszonych do macicy embrionów skutecznie przeciwdziałałoby powikłaniom, lecz również zmniejszyłoby skuteczność procedury in vitro do 2-5%. Okazuje się również, że sposób poczęcia ma wymierny wpływ na zdrowie noworodków. Jak pokazują dotychczasowe badania, nawet w przypadku ciąż pojedynczych, dzieci poczęte w wyniku leczenia naprotechnologicznego są zdrowsze, podczas gdy te poczęte drogą sztucznego zapłonienia obarczone są wyższym ryzykiem chorób. U dzieci poczętych tą metodą obserwuje się zwiększoną częstość występowania nowych mutacji w porównaniu z dziećmi poczętymi w warunkach naturalnych. Jest tak, ponieważ tam gdzie natura stawia ,,barierę” i uniemożliwia połączenie gamet technologia in vitro tę ,,barierę” łamie. Badania opublikowane w czasopismach naukowych wykazują, że u dzieci poczętych drogą in vitro ryzyko jakichkolwiek wad genetycznych wzrasta o 30-40%. Ponadto dochodzi do przenoszenia mutacji między pokoleniami. Biologiczne skutki tych zjawisk są dziś trudne do przewidzenia. W piśmiennictwie medycznym publikowane są pierwsze dane statystyczne na temat zgonów kobiet poddających się sztucznemu zapłodnieniu. W najnowszym numerze British Medical Journal, dr Susan Bewley podała, że w Wielkiej Brytanii w latach 2003-2005 odnotowano siedem przypadków śmierci kobiet w trakcie stosowania technik rozrodu wspomaganego. Sekcje zwłok potwierdziły, że bezpośrednią przyczyną zgonu były powikłania występujące w związku ze sztucznym zapłodnieniem. Analiza przyczyn zgonów pokazała, że wskaźnik umieralności kobiet poddanych procedurom in vitro był znacznie wyższy niż ogólny wskaźnik zgonów położniczych (ciąża, poród i połóg). W Holandii odnotowano 42 zgony na 100 tys. ciąż zainicjowanych przez sztuczne zapłodnienie

5

Zając i żaba

w porównaniu do 12,8 zgonów na 100 tys. wszystkich ciąż. Dr Bewley postawiła tezę, że w społeczeństwach rozwiniętych, prokreacja sztucznie wspomagana stanowi obecnie największe ryzyko śmierci matki. 

Cena Koszt świadczenia medycznego nie jest zupełnie bez znaczenia. Ważne jest bowiem, aby jak największa liczba dotkniętych problemem niepłodności miała dostęp do leczenia. Otóż łączna cena 3-4 zabiegów in vitro wynosi ok. 60-70 tys. złotych. W naprotechnologii koszt dwóch lat leczenia może wynieść od 5 do 10 tys. zł, przy konkurencyjnej skuteczności.

Etyka Naprotechnologia nie budzi żadnych wątpliwości etycznych, niestety metoda in vitro pozostawia w tej materii wiele do życzenia . Szczególnie bulwersujące jest traktowanie embrionów, które są arbitralnie segregowane. Jedne trafiają do jamy macicy i mają szansę, aby się urodzić, inne poddawane są procesowi kriokonserwacji. Przytłaczająca większość z nich nie przeżywa zamrożenia w temp. ok. -190oC. Te, którym udaje się przetrwać mogą być transferowane do jamy macicy, lecz ze względu na ich ograniczone właściwości witalne nie przynosi to rezultatów w postaci ciąż. Do tego dochodzi embrioredukcja, która oznacza aborcję w 10-12 tyg. ciąży, gdy okazuje się, że w jamie macicy zagnieździło się zbyt dużo zarodków. Są kraje w których przy okazji in vitro dokonuje się manipulacji materiałem genetycznym embrionów. Reasumując, naprotechnologia jest metodą całkowicie ekologiczną oraz etyczną, naukowo niepodważalną, bezpieczną, i co najważniejsze skuteczną, a przy tym koszty leczenia są do zaakceptowania, czego z całą pewnością nie można powiedzieć o in vitro. Wszystkie te czynniki pokazują, iż naprotechnologia spełnia najwyższe wymagania stawiane przed nowoczesnymi metodami leczenia. Dlaczego NaPro? Żywię głęboką nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu, każdy będzie umiał sam odpowiedzieć na to pytanie.

6

Mateusz Jan Szmidt II rok, Wydział Lekarski

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

Żył sobie w lesie Zajączek młody. Hasał, kicał, dokazywał - zażywał swobody. Pewnego ranka wstał, leniwie posłał łóżko I myjąc zęby krzyknął: Do licha! Oklapło mi uszko! Ogląda, dotyka. Ani swędzi, ani boli – w końcu nakrył je czapką. Pomyślał, że samo przejdzie. Na razie machnął łapką. Minął pewien czas – poprawy brak. Ucho dręczy niczym zmora. Dosyć! – myśli Zając – Czas szukać doktora. Trzeba się wybrać do mądrej doktor Sowy; Możem nie chory śmiertelnie, ale i nie zdrowy. Sowy w lecznicy nie zastał; była doktor Żaba. Specjalistka może niezła, lecz lekarka – słaba. Zapukał nasz bohater, drżąc wszedł... Zatroskany o uszy, W głębi zajęczego serca przeżywał katusze. – - Czy nie za późno? Ucho do uratowania, czy do amputacji? Czy to nie zakaźne? Czy uleczalne? Czy nie będzie komplikacji? Tymczasem dr Żaba, wpół zajęta pisaniem, Niezbyt była zainteresowana dokładnym badaniem. Rzuciwszy okiem na ucho, mruknęła niedbale: „Zwis prosty”, po czym nie rzekła nic już wcale. Diagnozę ową za wstęp, nagłówek ledwie porady uznając, Coraz bardziej w głuchą ciszę wsłuchiwał się Zając. A Żaba, wypisawszy receptę, kontenta z siebie, Dawno już w myślach liczyła tłuste muchy na niebie. Zając, nieśmiało – Pani doktor, czy bardzo źle? Nie umrę chyba przecie? Żaba, wielce urażona – Nie umrze. Zwis prosty. Doczyta w Internecie. Gdyby mógł, na te słowa zbaraniałby Zając, Powyżej klapłych uszu tej wizyty mając. Rzekł czym prędzej „do widzenia”, włożył czapkę i kapotę I pokicał w las. Może spotkacie go tam z laptopem. Niech dla owej powiastki morał taki będzie parą: Są doktorzy, co nawet szaraka zrobią na szaro.

Marzec / March 2011

Życie jak bajka

S

kąd pomysł na powyższą bajkę? Ano, z własnego doświadczenia. Otóż, może to nie wypada, ale nawet studenci medycyny od czasu do czasu muszą wybrać się do lekarza. Tak też było w moim przypadku. Trafiłam do wcześniej nieznanej mi pani doktor z poradni dermatologicznej na Dojlidach. Na szczęście, w odróżnieniu od Zająca z bajki, wiedziałam, że mój problem nie jest poważny, ani tym bardziej – śmiertelny. W końcu kurs dermatologii zwieńczony egzaminem do czegoś zobowiązuje. Oczekiwałam jednak, że w gabinecie p. dr znacznie wzbogacę swoją skromną, studencką wiedzę. Srodze się pomyliłam! Ponieważ p. dr nie wiedziała, że w chwilach wolnych od odpoczynku studiuję medycynę, trafiłam do niej jako „zwykły” pacjent, oczekując „zwykłego” traktowania. W tym – nawiązania ze mną podstawowego kontaktu i wyjaśnienia istoty choroby. Tymczasem od p. dr nie dowiedziałam się NICZEGO. Lekarka ledwie zdobyła się na wypowiedzenie na głos diagnozy, a i to z trudem. Być może zbyt była zajęta ciągłym pisaniem w jakichś papierach na biurku… Czy tak ma wyglądać komunikacja lekarza z pacjentem? Czy ta pani chciałaby być podobnie traktowana na wizycie u kardiologa, ginekologa, czy nawet u swojego lekarza rodzinnego? Wątpię. Natomiast śmiem twierdzić, że wielu spośród tzw. „zimnych chirurgów” ma o niebo lepsze podejście do „badanego”, niż ta pani. Jej nieprofesjonalne zachowanie urągało wszelkim zasadom udzielania porady lekarskiej. Kompletny blok udzielania informacji medycznej i zero jakiegokolwiek zainteresowania chorym. Braku kultury osobistej już p. dr nie będę wypominać; podczas sześciu lat studiów medycznych nikt nie uczy odpowiadania na „do widzenia”, a przedszkolne reguły savoir-vivre’u można już zapomnieć. Jako że p. dr w trakcie wizyty nie mówiła NIC (nic w ogóle i w szczególe, nic ani o moim schorzeniu, ani o pogodzie, ani o czymkolwiek innym), ośmieliłam się przełamać dziwne, krępujące milczenie. Tym bardziej, że w poczekalni panowały popołudniowe pustki, a więc mogłam oczekiwać, że lekarka poświęci choćby 1 minutę na krótkie wyjaśnienie, co to za choroba i czym jest spowodowana. Zadałam więc jedno proste pytanie i, ku mojemu zdumieniu, dowiedziałam się, że odpowiedzi mam sobie poszukać w INTERNECIE. Słysząc to, w przeciwieństwie do bajkowego Zająca – zbaraniałam. Moją (niemądrą, jak podejrzewam) minę, p. dr skwitowała jakże troskliwym pytaniem: „Chyba ma pani Internet?” Owszem, mam. Korzystam z niego codziennie, m.in. w poszukiwaniu wiedzy medycznej. I doskonale wiem, jakie bzdury potrafią znaleźć się na pseudonaukowych portalach i wszelakiej maści forach dyskusyjnych, gdzie nierzadko jedno zdanie zaprzecza drugiemu. Z doświadczenia wiem też, jak ciężko�������������������������������������������������������� jest czasem odwieść pacjenta od ślepej wiary w internetowe „rewelacje”. Ale może to i dobry pomysł, może nawet genialny – takie samokształcenie chorych. Dajmy im jeszcze bloczek recept i pieczątkę – niech się sami leczą, ufni w wirtualne porady rodem z www.gozdzikowa.pl . Hulaj dusza! Tylko - po co w tym wszystkim lekarz? szarak

Marzec / March 2011

Światło – cień

K

ażde zdjęcie ma swoją historię, wiele niewypowiedzianych słów, które za nim się kryją. Historie mogą być zarówno nasycone pozytywnymi emocjami, jak i negatywnymi. Jako SAFF staramy się rozwijać swoją kreatywność – jednym ze sposobów jest wykonywanie przez ochotników zdjęć na dany temat. A jak powstała jedna z fotografii prezentowanych poniżej? Przekonajcie się sami… Anna Puścion

Dlaczego nie mam średniej 5,0? Czyli, co robi student, gdy się uczy.

N

iedziela, późne popołudnie. Łagodne, ciepłe światło sączy się przez przysłonięte okno. Za oknem park, nagie, bezlistne drzewa, jak to wiosną. Pełno spacerowiczów, tu i ówdzie przeleci krzykliwa wrona, tu i owdzie zostawi swój biologiczny ślad barwy białej. Człowiekowi aż żal, że sam nie może wyjść posyntezować trochę witaminy D, ale niestety - medyczny nauki ogrom, a wejściówki trzeba zaliczać, żeby nie zostać w tyle. Siedziałam właśnie na parapecie w moim akademickim lokum, gdy poczułam jak ten mały, paskudny obiektyw na mnie patrzy. Na początku nieśmiało, z takim lekkim zawstydzeniem też na niego zerknęłam. Ale nie dam się! Muszę się nauczyć! Nie mogę sobie pozwolić na fotograficzne szaleństwo! Synapsy włączają wyższy bieg i jedziemy, Drotaweryna, papaweryna… To ważne, będzie można przy znajomych zaszpanować, gdy kogoś mięśnie gładkie zabolą. Furosemid, teofilina, nebiwolol, bisoprolol, już mi wszystko przed oczami zaczyna pląsać. Prostuję zbolały kark i tak jakoś, całkiem przypadkiem, znów oczy wędrują do tego szatańskiego urządzonka, na którym promienie zachodzącego słońca krzeszą złociste iskry. Konsternacja. Diabeł w głowie podpowiada: „Idź, idź, na wykładach mówili, żeby w nauce robić przerwy, będzie fajnie, tym razem zrobisz coś, co będzie ekstra, już nikt nie powie, że to gniot”. Tu się wtrąca anioł: „Wiesz sama, że jak weźmiesz go do ręki, wciągniesz się, zleci Ci do nocy, niczego się nie nauczysz, a jutro zaśpisz i współlokatorka znów Cię z łóżka zwlekać będzie! Zaprawdę, powiadam Ci! Wracaj do farmakologii”. Ech, jako że natura człowieka krnąbrna jest, a ja nie należę do wyjątków, grzeszna jestem, to i mnie diablik skusił.

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

7

Mały lustrzany szatan Zwlekłam się z parapetu, podeszłam powoli, słyszę jak się skubaniec śmieje, a słoneczne ogniki tańczą w jego wielkim, szklanym oku. Złośliwiec. Ech, mam go od nie dawna, jest już starszy, lecz z dumnej rodziny lustrzanek, ale trzeba mu to przyznać, ma to coś w sobie. Coś, co sprawia, że idąc ulica, siedząc w kościółku, jadąc busem mówię sobie w myślach ,,Ech tu mam kadr, szkoda, że nie mam ze sobą mego małego lustrzanego szatana”. Lecz tym razem leżał dumnie rozparty przede mną, na swoim honorowym miejscu, na półce. Filuternie mrużył obiektyw, a ja jak trzpiotka chichotałam z zadowoleniem i obracałam go w rękach. Obiektyw bez ryski, czyściutki, tam i ówdzie body nieco wyskrobane od palców. Bateria jak na złość naładowana, a pamięć czysta. -- Jak już mnie uwiodłeś, to może byśmy chociaż coś ciekawego zrobili? – Odpowiedział mi filuterny błysk obiektywu. Wena… natchnienie bogów. Uderza nagle, niespodziewanie, ale bywa też, że nie przychodzi wcale. Trzeba szczęściu pomagać. Rozglądam się po pokoju. Łóżko? Malo intrygujące. Skórki po owocach? Zbyt organiczne. Pasta do zębów? Zbyt dziwne. Telewizor, lodówka, szafa, nóż typu tasak, nic, co byłoby, choć trochę intrygujące. Aż mi w gardle zaschło, pod ręką woda gazowana, upiłam łyk i mnie zatkało. W świetle słońca ujrzałam na ściankach drobne bąbelki gazu rozmyte po części przez pryzmat plastiku butelki. To się nazywa iskra boża. Mamy temat, teraz trzeba motyw urozmaicić. Tryby pracują, neurony aż piszczą o glukozę. Działamy na komodzie, morski kolor zapewni mi ciekawą

korelację z niebieską butelką. Odsuwam komódkę, co by mieć lepszy dostęp ze wszystkich stron. Kontempluję butelkę. Lampkę rzucającą białe światło umieściłam lekko z boku, za butelką. Wydobyła z martwego plastiku niebieskie i srebrne błyski. To za mało. Z tylu umieściłam kolorowe markery. Tak tak, te same, którymi zakreślałam co ważniejsze akapity w bezcennej księdze o farmaceutykach.

I co, szatanie, zadowolony? Moja kompozycja wyszła następująco: butelka, na butelce pęcherzyki gazu, za butelką markery w tęczowych kolorach. A nieco z boku lampka. Z zadowoleniem oceniam – No nieźle, nieźle, teraz ty szatanie pokaż, na co stać twoje lustra.

To jedziemy. Pierwsze w trybie auto, żeby sprawdzić jak to wygląda wizualnie. Jest dobrze. Przechodzimy do zabawy trybami, w ruch idzie przesłona, zmienia się czas naświetlania, eksperymentuję z ekspozycją. Rożne kadry, ostrzenie na różne pęcherzyki. Czy lepiej złapać kawałek blatu komody? Czy lepiej skupić ostrość na bąbelkach? Miałam pomalowane oczy, przy czym miałam, to dobre określenie, ponieważ od mrużenia gruczoły łzowe zaczęły mi łzawić tak, że na policzkach pojawiły się czarne, meandrujące szlaczki. Słońce zaszło, za oknem wstał księżyc, i przeciągał sie leniwie na tle granatowego nieba. Zakup aparatu zajął mi ponad rok, odkładałam dzielnie ze stypendium, aż pewnego pięknego dnia nie wytrzymałam i kupiłam używaną lustrzankę od fotografa, który nosił ją jako zapasówkę na weselach. Niestety, kompletnie się spłukałam z pieniędzy, więc zakup statywu musi jeszcze poczekać. A bez niego jest naprawdę ciężko. Ale student zawsze coś wymyśli. Parę książek od anatomii, trochę plasteliny dla stabilności. W końcu znalazłam satysfakcjonujące ujęcie, prowizoryczny statyw został zainstalowany, żeby mi dobre technicznie ujęcie wyszło. Strzeliłam parę finałowych fotek, po czym siadłam zrezygnowana. – „I co szatanie, zadowolony? Jest 22.30. Zjadłeś mi 4 godziny!” Nogi mam ścierpnięte, kark spięty, i wrażenie, że wypłynęło mi oko. Aparat milczał złośliwie, po czym z satysfakcją szepnął: – „Jutro farmakologia.”

8

Agnieszka Lisowska

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

Marzec / March 2011

Wiosenne Zgromadzenie Delegatów w IFMSA-Poland

czyli co tak na-prawdę kryje się pod skrótem ZD...

3 dni, 200 uczestników, dziesiątki warsztatów i milion pomysłów. To taki skrótowy obraz tego, czym tak naprawdę jest ZD, które odbywa się dwa razy do roku - jesienią i wiosną - w różnych miastach Polski. Tym razem padło na Kraków...

3

dni, 200 uczestników, dziesiątki warsztatów i milion pomysłów. To taki skrótowy obraz tego, czym tak naprawdę jest ZD, które odbywa się dwa razy do roku - jesienią i wiosną - w różnych miastach Polski. Tym razem padło na Kraków... Dwa razy do roku odbywają się ogólnopolskie zgromadzenia delegatów Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA- Poland. Są to najważniejsze momenty w prosperowaniu stowarzyszenia na szczeblu krajowym, ponieważ ZD jest jego organem ustawodawczym. Z każdego oddziału przyjeżdża do wybranego wcześniej miejsca grupa około dwudziestu osób i tam debatują nad losem stowarzyszenia, opracowują nowe projekty, wymieniają się pomysłami, doświadczeniami, zdobywają nowe umiejętności i oczywiście dobrze się bawią. Tegoroczne ZD odbyło się w dniach 31. 03 – 3. 04. 2011 r. w Krakowie. Nasz oddział był reprezentowany przez świetną ekipę, składającą się z licznych koordynatorów programów stałych oraz poszczególnych projektów, z prezydent Martą Sową na czele – jednym słowem sama śmietanka ;). Warsztaty odbywały się w Centrum Dydaktyczno-Kongresowym Wydziału Lekarskiego CM UJ. Trwały w zasadzie od rana aż po wieczór i tak przez cały weekend. A my, jako pilni i sumienni reprezentanci, wszyscy braliśmy udział w możliwie jak największej ilości zajęć. Każdy z uczestników ZD uczestniczył w jednej z 6 sesji programów stałych oraz innych SpecSesji (e.g. dla prezydentów czy marketingowców). Nasz oddział najliczniej brał udział w sesji SCOPHu (Zdrowie Publiczne) oraz SCORA (Zdrowie Reprodukcyjne i AIDS). Sesja SCOPHu przebiegała w nadzwyczaj kreatywnej atmosferze. Poza sprawozdaniem poszczególnych LPO (Koordynator Lokalny ds. Zdrowia Publicznego) i KOP (Koordynator Ogólnopolski Projektu) z ich działalności, zostały zaprezentowane liczne nowe, pilotażowe projekty. Do nich należał między innymi autorski projekt Łukasza Jamiołkowskiego (LPO o/ Białystok) – IpAC (miniProgram profilaktyki nowotworowej – totalna nowość w IFMSA!), do którego przyłączyły się inne oddziały (Szczecin, Kraków, Lublin) z propozycją wdrażania go w swoich miastach. Poza nowościami, ZD to także czas nauki i doskonalenia. Mieliśmy możliwość uczestniczenia w wielu warsztatach. Najliczniej jednak stawiliśmy się na warsztatach o zarządzaniu jakością, prowadzonych przez Łukasza J. Poza wspólnym debatowaniem, obradowaniem i dokształcaniem się, ZD to także czas niesamowitej międzyoddziałowej integracji. A jego nieodłączną częścią jest social program - czyli wielka integracja nie znająca granic. Obejmował on liczne im-

Marzec / March 2011

prezy w klubach, gdzie kluczem do przekroczenia progu lokalu był strój. W ten oto sposób mieliśmy okazję paradować po centrum Krakowa raz w togach, raz w kitlach lekarskich. W sobotę zaplanowano nam przejażdżkę melexami po mieście królów. Po zwiedzaniu przerwa kawowa, coś na ząb i znów pełni werwy wracamy do obradowania. W niedzielę natomiast dla chętnych zorganizowana została wycieczka do kopalni soli w Wieliczce.

Jako że czas był starannie zaplanowany - zleciał nam w mgnieniu oka. W pamięci jednak pozostają liczne ciekawe, wręcz nietypowe sytuacje, jak choćby interwencja dwunastoosobowej grupy ochroniarzy w hotelu, w którym byliśmy zakwaterowani. Przyczyną zaistniałej sytuacji była miła pani z recepcji, która najwidoczniej wstydziła się zwrócić uwagę studentom zasiadującym w kuchni, lekko naruszającym ciszę nocną :P. Na szczęście obyło się bez ofiar, a dzięki uprzejmości ‘bodyguardów’ zostaliśmy podwiezieni ich transporterami na rynek w celu dalszej integracji. Już dziś wyczekujemy z niecierpliwością kolejnego ZD. Obecność na zgromadzeniu umożliwia poznanie wielu wartościowych osób, daje nowe spojrzenie na dany temat, nie raz także mobilizuje do jeszcze bardziej kreatywnego działania. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości, to właśnie nasz Białystok będzie miał okazję stanąć na wysokości zadania i zorganizować podobny zjazd? Bo idąc za powiedzeniem idealnie pasującym do całej naszej działalności: „lepiej się zużywać niż rdzewieć”. Rafał Astapczyk (I rok, W. Lek.) Krystian Kidrycki (II rok, W. Lek. )

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

9

Lider Doskonały Zarówno polscy jak i anglojęzyczni studenci doceniają wkład prof. Chabowskiego w medyczną edukację na naszej uczelni – wysoki poziom oraz interesujący sposób prowadzenia zajęć. Chcąc dać temu wyraz, pragną go wyróżnić jako jednego z najlepszych pracowników dydaktycznych naszego Uniwersytetu. Wielu z nich nurtują pytania związane nie tylko z samą fizjologią, lecz także bezpośrednio z osobą profesora.

Dlaczego wybrał Pan pracę dydaktyczną ze studentami? Był to przypadek czy celowe zamierzenie?

To było częściowo przypadkiem, tak jak wiele rzeczy dzieje się niezależnie od nas. Faktem jest też to, że ja, na szczęście, dobrze się czuję w swojej roli i lubię prowadzić zajęcia ze studentami. Nie zapominajmy też, że w zakładach teoretycznych, poza pracą ze studentami, prowadzimy badania naukowe, które niejednokrotnie także są źródłem satysfakcji zawodowej.

Nawiązując do Pana wyjazdu do Kanady, chcielibyśmy zapytać, jak Pan uważa - czy i jak ten wyjazd wpłynął na Pana dydaktyczne umiejętności, sposób przekazywania wiedzy i prowadzenia zajęć? Ten wyjazd w bardzo dużym stopniu wpłynął na całe moje życie, nie tylko pod względem dydaktycznym, ale i naukowym. W Kanadzie prowadziłem zarówno eksperymenty naukowe, jak też zajęcia ze studentami. Zajęcia były prowadzone w troszeczkę inny sposób, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Polsce. To był rodzaj merytorycznej dyskusji. Tym niemniej, aby dyskutować, trzeba mieć pewien poziom wiadomości. I w tym może tkwić problem. Student musi niejako sam przygotować odpowiedni zasób informacji. Dopiero wówczas można wspólnie omawiać różne zagadnienia fizjologiczno – kliniczne.

możliwość bezpośrednich porównań, bo prowadzę zajęcia na Wydziale Lekarskim w obu grupach i... w grupach anglojęzycznych jest przeważnie dyskusja, są pytania, problemy do wyjaśnienia, często oczywiście wykraczające poza ramy fizjologii. Niemniej jednak, martwi mnie brak takiego zaangażowania i pytań ze strony grup polsko-języcznych.

Może wynika to z mentalności naszego narodu?

Być może jest to nasza polska mentalność, to że nie umiemy się pochwalić wiedzą, nie potrafimy merytorycznie dyskutować, wymienić się pomysłami. Nie byliśmy uczeni takiego rozumowania od szkoły podstawowej. Widać, że system edukacji podstawowej jest troszeczkę inny w Kanadzie, czy w Stanach, gdzie uczniowie mają większą swobodę wypowiedzi, i to już w tych początkowych etapach nauczania. Poza tym inną jeszcze kwestią jest to, że studenci anglojęzyczni łatwiej dostrzegają połączenie fizjologii z medycyną, z kliniką, przez co chętniej się angażują.

I już ostatnie pytanie. Co chciałby Pan robić za 10 lat? Czy ma Pan jeszcze jakieś cele, marzenia naukowe lub inne, które chciałby Pan koniecznie zrealizować? A dlaczego nie kontynuować i pracować tu? (śmiech). Często ostatnio słyszę podobne pytania, „I co dalej? Adrian, masz 37 lat, tytuł profesora, i co więcej będziesz robił?”. Ale to nie jest zakończenie mojej „kariery”, nie muszę odchodzić na emeryturę, jak rozumiem (śmiech). To nie jest tak. Ja się dobrze czuję w tym, co robię. Lubię zarówno pracę naukową, jak też zajęcia ze studentami. Praca nie jest dla mnie przykrym obowiązkiem, tylko raczej przyjemnością i sądzę, że właśnie to dostrzega przynajmniej część moich studentów.

Bardzo dobrze usłyszeć, że realizuje się Pan w tym, co robi, co Pana interesuje. Odpowiedział Pan wyczerpująco na nasze pytania, serdecznie dziękujemy. Dziękuję bardzo.

Rozmawiali Emilia Michalewicz i Martin Ashley

Dużo czasu Pan tam (w Kanadzie) spędził?

Pełne trzy lata pracy naukowo – dydaktycznej.

Nawiązując znowuż do tego wyjazdu - czy obserwując nasz system kształcenia, zmieniłby Pan coś w dydaktyce naszej uczelni?

Powiem szczerze, że byłoby to trudne. Na pewno łatwiejsza jest praca z mniejszymi grupami studentów. Łatwiej jest nam wówczas zorganizować bardziej urozmaicone zajęcia i zaliczenia np. w postaci testów.

Czyli zmiany dotyczyłyby ewentualnie sposobu oceniania wiedzy, nie zaś samego trybu nauki, zgadza się?

10

Nie tylko, oprócz zmian w sposobie oceniania studentów chyba należy zastanowić się nad zmianami w sposobie oceniania asystentów prowadzących zajęcia ze studentami. Zmiany są potrzebne, ale muszą być poprzedzone wielostronną dyskusją. Innym zagadnieniem jest także postawa samych studentów i ich podejście do uczenia się. Zaznacza się tu zdecydowana różnica, pomiędzy grupami polsko- i anglojęzycznymi. Niewątpliwie większy zapał wykazują studenci anglojęzyczni. Mam akurat

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

Leader in Excellence Students from both the Polish and English divisions appreciate your high level of contribution to medical education and dedication to maintaining a high level of interest in your subject. As a result, we would like to recognize you as one of the finest educators at our university. It brings several questions to mind, not only about physiology, but also about you as an individual.

How did you find yourself in a teaching position, was it by chance, or were you focusing on becoming involved with students?

Marzec / March 2011

It was mostly an accident, like a lot of other things it happened by circumstances that are not always under our control. But the fact is I feel great in my role as an educator working with students. It provides me with intense satisfaction. Do not forget that in addition to working with students we also conduct several scientific studies in the field of theoretical physiology.

You worked in Canada. Do you feel this experience influenced your acquired teaching method?

Yes, in fact it had a tremendous influence on not only my teaching but also my entire life. It not only influenced my method of educating but also my research. In Canada I also lead experimental research in addition to courses with students. But the way we did it was slightly different then the way it is done in Poland. Classes were concrete discussions. But in order to have these discussions an appropriate level of knowledge is needed. But here is a potential problem. The student must come to this higher level of knowledge through their own preparations. Only then can we move onto more physiological-clinical based problems.

How long were you in Canada?

3 years, a full 3 years in scientific research and didactics.

In relation to your experiences in Canada and observing our educational system here in Poland, would you change anything here at our university?

Honestly, this would be difficult. It is easier for us as educators to work with small groups of students. It’s then easier to organize more intricate classes as well as accreditations, such as tests.

So if changes were to occur, they would concern the method of assessment, not the method of learning itself?

Not only. Apart from changes in the grading system of students there probably should be some kind of changes instituted in the way assistants are graded on how they conduct classes with students. Changes are necessary but they must be preceded by discussions from all sides of the table. Another issue is the attitude and approach of students to learning. There’s a great difference between the Polish and English groups. Without a doubt the English students have a greater passion. I have a chance to directly compare because I have classes in the MD program with both groups and…in the English groups discussion dominates, there are questions, problems to be discussed, and these often go outside strict physiology. It worries me that there’s a lack of interest and questions from the Polish students.

Maybe this is due to some sort of difference in mentality?

Maybe it has something to do with our Polish mentality, where we don’t know how to display our knowledge openly. We can’t seem to exchange ideas easily. We weren’t being taught this since grade school. We can see a slight difference in these methods throughout Canada, or the United States, where students have a more liberal approach to answering questions, and it starts in the early phases of learning. The English students also have an easier time making connections between theoretical physiology and clinical physiology which motivates them to participate.

Marzec / March 2011

Prof. dr hab. Adrian CHABOWSKI Ur. 25 II 1973, Białystok 1998 - ukończył studia na Akademii Medycznej w Białymstoku, 2001 – 2004 przebywał na stypendium naukowym w Kanadzie. 2001 r. - stopień doktora nauk medycznych 2007 r. - stopień doktora habilitowanego nauk medycznych 2011 r. - tytuł profesora nauk medycznych 88 prac naukowych. Współautor 4 podręczników, w tym 2 wydań w języku angielskim. D.O.B. 25 II 1973, Bialystok 1998 – graduated from Medical University in Bialystok 2001-2004 - resided with a research scholarship in Canada 2001 – awarded Doctorate in Medical Sciences 2007 – habilitation of Doctorate in Medical Sciences 2011- awarded title of Professor of Medical Sciences 88 works of research Co-author of 4 textbooks, 2 of which in English

Finally the last question. Where do you see yourself in 10 years? To you have any goals or dreams, scientific or otherwise, which you would like to see accomplished? Why not stay and work here? (laughs). Lately I’ve been hearing similar questions, “What now? Adrian, you’re 37, you have your professorship, what more will you be doing?” But this isn’t the end of my “career.” As I see it, I don’t have to retire just yet (laughs). It’s not like that. I feel great doing this. I enjoy doing research as well as having classes with students. Work, for me, is not some obligatory responsibility, but in fact a pleasure, and I hope that at least some of my students see that.

I think we clearly understand that you are in fact obtaining your goals, and that which satisfies you. We sincerely Thank You. Thank you very much.

Interview by Emilia Michalewicz and Martin Ashley

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

11

Nous Défions W

hen a person decides to study medicine, they make a commitment to higher learning. When one thinks of the place this is to be accomplished they often imagine flourishing campuses with brilliant minds to be found everywhere. A place where scientific circles participate in research projects, where committees make decisions concerning various issues and events about the university. A “Geek Utopia,” if you will. Coffee breaks become the forum in which geopolitical issues are discussed, and even solved, according to the participants of said discussions. Eager young minds hang on the mentoring words of a wise professor. These are professionals that have understood the need of their noble calling to bring up the next generation or otherwise see the accumulated knowledge of their lives’ work perish as a result.  These educators are vibrant characters, delivering such lectures that students teem with anticipation of what will be taught next. This is not a dream; this is a reality in most places. Places that are leaders in medical education. We all know them; most of the discoveries and research of any significance come from these institutions. So why is it that in one of the top universities in Poland we cannot achieve such an environment? Is it the drab and hollow character of the lecturers reading directly off of their slides? The clear disdain some instructors display towards their students? Could it be the over-privileged young foreigners that mock the traditions and courtesies of this country? The clear delineation that is observed is that of instructor and student with the only missing element being a line drawn in the sand. 

 What will become of our cherished art?

12

It is likely a combination of both.  Yes, we have instructors who simply do not put the appropriate level of effort into their teaching. This may be the result of personal dissatisfaction with themselves or their careers in teaching, or it may be simple laziness. There are several approaches to address poor performance. Ultimately you need to identify the underlying causes for the poor quality; unfortunately there is one we all too often overlook in an environment like this.  After all, ignorance is not exactly synonymous with medical education.  They simply are not aware of how to change it. This statement begins to shift blame to another major contributing source in this equation, the student body. The student body must go beyond pointing out faults within the system. We must begin to bring solutions to these problems and see them through to their implementation. We can no longer merely survive or endure the treatment only

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

for the following year to inherit it. As the student body we must stand our ground, build our center up so we can be proud to have graduated from it, lest you choose to adopt the very attitude displayed by the educators you are so angry with.  What will become of our cherished art? Will you allow it become yet another generation of rote memorization with a complete absence of passion for this discipline? Our lack of action will become the demise of our school’s reputation in educating quality physicians. This is a step back from all of the pioneering innovations and accomplishments since the dark ages. Edmund Burke once said, “All that is necessary for the triumph of evil is that good men do nothing.” Evil is exactly what any direction but forward would be. Will you stand idly by in quiet witness as this comes to pass?  Will you instead organize, put your brilliant minds together, and present a solution. When placing this in scope with solving today’s modern medical problems it is apparent that while medical breakthroughs are intricate, this issue should be easily resolved given the intelligence we are surrounded by. Educators of this university, we challenge you to remind yourselves of your obligation as teachers. Remind yourselves of the passion and enthusiasm you once had for your discipline and share it with your students. Would it not be one of the most rewarding achievements one could accomplish? Are you as a faculty pleased to know most of your students carry a disdain for your lectures and method of instruction, that they pay little to no attention at all to you? Because they know that they will end up getting better instruction from some other educator on YouTube. This would be concerning to me as a teacher, I would take that personally. If presented with that fact one would normally begin a path of self-improvement. Hiding behind a hierarchical gap between students and educators will only perpetuate this trend. No, instead focus on closing that gap. Allow for a mentor/pupil relationship where there is mutual respect for one another; you, the faculty as being masters of your craft, of this science, and students as the apt pupils poised to learn it. This is the only way to ensure the advancement of it; otherwise it will die with you. It is a poor educator who resorts to the tools of fear and intimidation. Such tactics stunt the growth of those which will ultimately become your colleagues, should you succeed in your endeavors. Failure to adapt your approach has the potential of compromising the entire concept of higher education. You metaphorically spit in the face of all the martyrs who contributed to the freedom of science we enjoy today. If your position is so elevated that you cannot speak to students as a mentor and as a future colleague, than your time has passed. We encourage you to leave. You’d be offering a more suitable individual an opportunity to impart with us their love of this trade.

Marzec / March 2011

The joke of this campus Students, be more assertive. You cannot rightfully expect the instructor to know all their faults. Give suggestions, present solutions, participate in the improvement of our education. Do you know that you are the joke of this campus? The teachers pray you will all be dermatologists so you cannot kill anyone. Yes! That is what is thought of you. But after some of the lack of involvement one sees, can you blame them? Instead of demanding control over an education you pay handsomely for, you just avoid the lecture or endure the block. You take it face down, with not so much as a whimper. Stop acting like a bunch of abused spouses; stop living in fear of reprisal for trying to make a change for the better. If a wife gets beaten by her husband, would you support her not reporting it because her next beating could be worse? This type of thinking is absurd, but it is eerily familiar here amongst the student body. When faced with a difficult individual, organize like a well-equipped immune system and destroy this pathogen in its place. Utilize and exhaust all means at your disposal. Never submit to the basic tools of poor educators; tools like those mentioned earlier, fear and intimidation, have no place in an institute of higher learning. Not in the free world. Take it to the professor; follow up; ensure your suggestions have been implemented. Document every single event on paper, attempt to correct these events. Forward these documents to The Dean if nothing has been done to improve on it. Demand results. In the absence of results, demand explanations for the failure to implement them in accordance with your suggestions. Just as important, do this even after you have completed the course otherwise you have allowed that destructive method to continue. Inheriting classes, pick up where your senior classmates left off. We have a school forum; open up dialogue between classes so that we can ensure the ball is never dropped. Do you feel it is fair to have to learn from other universities’ teachers on YouTube? Would you not rather learn right here at our university where you pay tuition? Would it not be exciting and liberating to come to class and be inspired every single day? This is all possible, but only if you proactively work on getting it. Support your fellow classmates, support systems and mediums already in place. Start new forums and avenues to approach these mutual problems faced by all of us. If you feel something is wrong with a particular course, chances are there are several others who feel or felt the same way you do about it. Get together and hash it out amongst yourselves. I guarantee there is a solution to be found.. But be prepared, for when that solution comes that through our thoughtlessness we do not let it slip through our fingers.

Over-privileged foreigners… Most of you remember Przemek from 1st year Biology. Most of you may have complained about him in fact. Look back now on that educator and compare him to some of the ones you have had since. Do you not miss his raw passion? The effort he put into all of his trips and experiences in order to pass that same passion on to you? Maybe after this perspective some of you will. He is one example of methods that already exist here at our school. There are others, such as The De-

Marzec / March 2011

partment of Physiology and The Department of Psychology to name a few in my year. These people are leaders and we can all learn from their approach. So organize with them, learn from their model, and figure out how to adopt certain ideologies and techniques so that they can be used in courses lacking it. Most importantly when you see someone who has attained this goal, or who strives to achieve it. Greet them with a handshake and a Thank You, so that they may see your appreciation in their efforts. Give them the encouragement to continue doing what they do. As educators, as students, as future colleagues, let us defy this vicious cycle that handicaps us all. Martin Ashley 2nd Year

Teatrzyk „Sir Wocjesz” ma zaszczyt przedstawić sztukę pod tytułem:

„NA STRAGANIE” WYSTĘPUJĄ:

PAN KOPER MÓJ SZYCZYPIOREK KALAREPKA RZEPA PIETRUSZKA SELER BURAK, FASOLA I RESZTA TOWARZYSTWA (Na prawdziwym straganie W zwykły dzień targowy Takie rzeczywiście Słyszy się rozmowy) PAN KOPER: (Nic nie mówi) MÓJ SZYCZYPIOREK: (Nic nie mówi) KALAREPKA: (Nic nie mówi) RZEPA: (Nic nie mówi) PIETRUSZKA: (Nic nie mówi) BURAK, FASOLA I RESZTA TOWARZYSTWA: (Też nic nie mówią. Warzywa nie potrafią mówić) SELER: (Nie wzdycha) KURTYNA (Opada podśpiewując) Wojtek Nowak I LEKARSKI

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

13

Praca pt. „Wiedza i postawy studentów Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku nt. zagrożeń związanych z HIV i AIDS” zajęła II miejsce w sesji Zdrowie Publiczne w ubiegłym roku na „5th International Scientific Conferece Of Medical Students and Young Doctors”. Konferencja była organizowana przez Studenckie Towarzystwo Naukowe Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Temat dotyczy młodych ludzi, dla których niedostateczny poziom wiedzy na temat HIV i AIDS może stanowić zagrożenie. Autorzy objęli badaniem studentów UMB. Wyniki badania mówią same za siebie.

The following research, “Knowledge and attitudes of Public Heath students, Medical University of Bialystok, to HIV and AIDS” achieved II place in the Public Health category in last year’s “5th International Scientific Conference of Medical Students and Young Doctors.” The conference was organized by the Student Scientific Society (STN) of the University of Medicine in Bialystok. The subject pertains to young people for whom lack of adequate knowledge of HIV and AIDS may pose a threat. The authors surveyed students of UMB. The results speak for themselves.

Wiedza i postawy studentów Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku wobec zagrożeń związanych z HIV i AIDS.

Knowledge and attitudes of Public Heath students, Medical University of Bialystok, to HIV and AIDS.

Małgorzata Pawłowska1, Mateusz Cybulski, Renata Koc1, Karolina Kudrycka1 1 Studenckie Koło Naukowe Zdrowia Publicznego, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, ul. 1-szej Armii Wojska Polskiego 2/2, 15-103 Białystok Słowa kluczowe: HIV, AIDS, wiedza, postawy studentów, zdrowie publiczne, zagrożenia

Małgorzata Pawlowska1, Mateusz Cybulski1, Renata Koc1, Karolina Kudrycka1 1 Students Scientific Group of Public Health, Medical University of Bialystok, I Armii Wojska Polskiego 2/2, Białystok Key words: HIV, AIDS, knowledge, attitudes, public health

Wstęp:

Introduction:

Zakażenia wirusem HIV stanowią obecnie poważny problem epidemiologiczny. Od rozpoczęcia badań przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny w 1985 do 30 listopada 2009 r. zarejestrowano 12 689 przypadków zakażeń HIV. Do tego samego roku w Polsce rozpoznano 2 305 przypadków AIDS, z czego 1 025 zakończyło się zgonem.

Cel:

Celem pracy było zbadanie poziomu wiedzy i postaw studentów Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku wobec zagrożeń związanych z HIV/AIDS.

Materiał i metoda:

Badanie przeprowadzono na przełomie lutego/marca 2009 r. metodą sondażu diagnostycznego z wykorzystaniem anonimowego kwestionariusza ankiety, opracowanego przez Krajowe Centrum ds. AIDS we współpracy z Centrum Badania Rynku RUN. Łącznie przebadano 155 studentów Zdrowia Publicznego, w tym 133 kobiety oraz 22 mężczyzn (14,2%). Grupa badana była w wieku od 20 do 27 lat, średnia wieku wyniosła 23 lata.

Wyniki:

14

Prawie 64% respondentów ocenia swój zasób wiedzy na temat HIV/AIDS jako raczej wysoki. Większość osób (56,61%) uważa, że zdecydowanie lub raczej nie istnieją żadne symptomy, dzięki którym lekarz pierwszego kontaktu może podejrzewać zakażenie HIV. Według 48,4% badanych studentów raczej nie istnieją żadne sposoby, które bezpośrednio po ekspozycji mogą zapobiec rozwojowi zakażenia. Niecałe 30% studentów Zdrowia Publicznego twierdzi, że seks analny zdecydowanie nie wiąże się z większym ryzykiem przenoszenia zakażenia wirusem HIV niż seks waginalny, natomiast 26,45% nie znało odpowiedzi na to pytanie.

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

HIV infections are now a major epidemiological problem. According to data from the newsletter, „Infectious diseases and poisonings in Poland” from 2008, published by the National Institute of Public Health - National Institute of Hygiene, since the start of the study in 1985 in our country registered 12 068 cases of HIV infection. For the same year in Poland diagnosed 2 189 cases of AIDS, which 962 led to death. The aim of the study was assessment of the knowledge and attitudes of Public Health students of Medical University concerning HIV/AIDS.

Material/Methods:

The diagnostic survey conducted in February/March 2009, developed by the National Center for AIDS in collaboration with the Center for Market Research RUN. Anonymous questionnaires were examined by 155 Public Health students, including 133 women and 22 men (14.2%), aged 20- 27 years.

Results:

Almost 64% of the respondents evaluate their knowledge about HIV / AIDS as rather high. Most people (56.61%) believe strongly that there are no symptoms, that the first contact doctor may suspected HIV infection. 48.4% of the students said that there are no methods that directly after exposure can prevent development of infection. Less than 30% of students says that anal sex is definitely not associated with higher risk of transmission HIV infections than vaginal sex, while 26.45% did not know the answer.

Conclusion:

As a result of the study drew the following conclusions: 1. Although the knowledge of students is insufficient, they declare that their knowledge is at a relatively high level.

Marzec / March 2011

Wnioski:

W wyniku przeprowadzonego badania wysnuto następujące wnioski: 1. Mimo że stan wiedzy studentów Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku na temat HIV/AIDS jest niewystarczający, deklarują oni, że ich poziom wiedzy jest na dość wysokim poziomie. 2. Stan wiedzy wśród studentów uczelni medycznych w ciągu ostatnich 10 lat kształtuje się na podobnym poziomie, co wskazuje na fakt, że kampanie społeczne dotyczące HIV/ AIDS nie docierają do potencjalnych odbiorców, również wiedza przekazywana na studiach jest ograniczona do minimum. 3. Istnieje konieczność zwiększenia poziomu edukacji w zakresie HIV/AIDS.

M

Barriers W

ost of you have seen the newest addition to our palace. Yes this new structure is of course the barrier that prevents us, the students, from parking at our school. Where did this sudden need to regulate our parking come from? The answers can be found with the conservation efforts to maintain the historical significance of our palace. All the unnecessary students’ cars would destroy the palace grounds. We had a few questions. Questions such as how can I gain access to park at my school? Can students even be granted this access? We at The Mlody Medyk caught up with the Chancellor of the University of Medicine, Konrad Raczkowski. Basically the rules were outlined as: only authorized employees could receive a parking pass and have access to parking. We sent out a letter on the 15th of March to ask some more specific questions. His prompt responses to our inquiries were simple: ● Only authorized employees will have access to parking at the Palace. ● Students have no right to purchase a parking pass. ● Not all employees have a right to purchase a parking pass. ● There is no way this decision will be repealed. ● The ban also extends to motorcycles equally. ● More information can be found at www.umwb.edu.pl in the public information bulletin of the university. The barrier was officially in effect from January 24th, although the actual date of installation was earlier. The Chancellor officially declared limitations on entering the university grounds based on Article 1/2011 of January 13th 2011. However, with all my efforts I was unable to find this public information bulletin on the website. We as students take pride in our palace. It’s one of the appealing factors in studying here. Unfortunately we are being slowly driven out of it. It seems like only the “authorized employees“ have the opportunity to enjoy our palace. Is this not our university as well? It’s a shame that we were not considered in this conservation effort. It seems as though we are last.

Marzec / March 2011

2. The state of knowledge among medical college students in the past 10 years is at a similar level, as demonstrated by the fact that social campaigns on HIV / AIDS do not reach the potential customers, the knowledge passed on to the study is limited to a minimum. 3. There is a need for increased education on HIV / AIDS.

iększość z Was zapewne zauważyła najnowszy „dodatek” do naszej uczelni. A dokładniej - chodzi o barierę, która uniemożliwia studentom parkowanie przy pałacu. Skąd wzięła się ta nagła potrzeba izolacji? Odpowiedzi należy szukać w działaniach konserwatorskich na naszej uczelni, mających na celu utrzymanie jej wartości historycznej. Podobno wszystkie niepotrzebne pojazdy studentów zniszczyłyby dziedziniec pałacu. Zrodziło się w naszych głowach kilka pytań: w jaki sposób można byłoby utrzymać możliwość parkowania na terenie naszej uczelni? Czy to w ogóle jest możliwe? Zadaliśmy te pytania Kanclerzowi Konradowi Raczkowskiemu. Okazało się, że tylko uprawnieni pracownicy mogą otrzymać możliwość wjazdu i parkowania. 15 marca wysłaliśmy list z konkretnymi pytaniami. Dzięki szybkiej odpowiedzi kanclerza, poznaliśmy kilka faktów: ● Możliwość wjazdu mają tylko uprawnieni pracownicy ● Studenci nie otrzymali prawa wykupu kart ● Nie wszyscy pracownicy otrzymali prawo wykupu kart ● Nie ma możliwości odwołania zakazu wjazdu ● Zakaz dotyczy również motocykli ● Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www.umwb.edu.pl w biuletynie informacji publicznej UMB. Szlaban został uruchomiony 24 stycznia 2011 roku. Rzeczywisty montaż odbył się wcześniej. Decyzję o zakazie wjazdu podjął Kanclerz UMB na podstawie Zarządzenia nr 1/2011 z dnia 13.01.2011 r. Pomimo wszelkich moich starań, nie znalazłem tego biuletynu informacyjnego na stronie internetowej. Jako studenci jesteśmy dumni z pałacu. Jest on jednym z czynników najbardziej zachęcających do studiowania w Białymstoku. Niestety, jesteśmy powoli odsuwani od niego. Wygląda na to, że tylko wybrani mogą cieszyć się pałacem. Czy to nie jest również nasz uniwersytet? Szkoda, że nie wzięto nas pod uwagę w tych konserwatorskich planach. Czasami wydaje się, że jesteśmy na szarym końcu. Mark Klukowski

MEDYK BIAŁOSTOCKI • NR 98

15